poniedziałek, 23 września 2013

Prolog "Memories"

PROSZĘ, ABY TEN ROZDZIAŁ SKOMENTOWAŁ KAŻDY. CHCĘ WIEDZIEĆ ILE JEST OSÓB, KTÓRE CZYTAJĄ. :* 
Z GÓRY DZIĘKUJĘ. :)

Miłego czytania, haha. <3 

Justin's POV:   
     Znacie to uczucie kiedy, w końcu znajdujecie swoje szczęście? Kiedy czujecie, że cały swój świat macie na własność? To nic w porównaniu do tego co czułem. Zdobyłem ją. Zdobyłem jej zaufanie i miłość, a wtedy mogliście mnie nazwać najszczęśliwszym człowiekiem pod Słońcem. A dzisiaj w moim sercu pozostała pustka. Nie czuję nic, prócz tęsknoty i rozpaczy.

*flashback*   
     - Jak to nie wiesz, gdzie jest?! - Ashley zerwała się z fotela, kiedy wszystko jej wyznałem. Miałem jakieś inne wyjście? Nie, bo przecież każdy głupi zauważyłby, że Miley ze mną nie wróciła.
     - Ash, nie proś mnie bym to powtórzył - odpowiedziałem i szarpnąłem za ramię torby, która po chwili wypadła z szafy. 
     - Co.. co ty robisz? - zająknęła się.
     - Myślisz, że będę tu siedział, kiedy ją ktoś porwał? Nigdy w życiu. 
     - A co z Nath'em? Co ze szkołą?
     - Serio? Serio martwisz się liceum? Ty zajmiesz się Nathan'em, a szkołę załatwimy na następny rok. Nie mamy innego wyjścia, już i tak dużo opuściliśmy. 
     - Justin, nie możesz jechać sam...
     - Mną się nie przejmuj. Zadbam o siebie. Masz do mnie dzwonić, gdyby coś się stało, no i poinformuj mnie kiedy Nath się obudzi.
     - Ju.. - chciała coś jeszze powiedzieć, ale jej przerwałem.
     - To moja wina. To ja jej nie pilnowałem. Jeżeli to the Cripers to nawet nie chcę myśleć co jej zrobili. Znajdę ją, muszę. Nie wytrzymam bez niej, rozumiesz? Za bardzo ją kocham.
     Nie odpowiedziała. Wybiegła z pokoju, trzaskając głośno drzwiami.
     - Kurwa! - wrzasnąłem i uderzyłem pięścią w najbliższą ścianę. 
*end of flashback*
     Dzisiaj mijają dwa tygodnie od zniknięcia Miley. A ja nadal nic nie mam. Przejechałem już kilkaset mil - bez rezultatu. Na samą myśl o dziewczynie gula w moim gardle się powiększała, a z oczu płynęły łzy.

A co jeśli ona...?

Nathalie's POV:
     - Kochanie, zostaw nas samych - uśmiechnął się do mnie uroczo Zayn, siedzący z chłopakami w salonie. Potrząsnęłam głową i wbiegłam po schodach do sypialni. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, a z moich oczu popłynęły łzy.
*flashback*
     - Kochanie w końcu się obudziłaś! - uśmiechnął się do mnie promiennie nieznajomy, który wisiał nad moim łóżkiem.
     - Gdzie ja jestem? Kim ty jesteś? - ledwo wychrypiałam. Mój głos z każdym słowem słabnął, aż uwiązł w gardle całkowicie.
     - Nic nie pamiętasz? - szepnął  i spojrzał na mnie swoimi piwnymi oczyma. Zaprzeczyłam ruchem głowy.
     - Więc pozwól, że ci wyjaśnię. Jestem Zayn, ty natomiast nazywasz się Nathalie. Kilka dni temu miałaś poważny wypadek, przez który najwyraźniej straciłaś nieodwracalnie pamięć - kiedy wypowiedział ostatnie słowa byłam pewna, że na jego zarośniętej twarzy pojawił się blady uśmiech. Jednak nie mogłam tego sprawdzić, gdyż jego mimika szybko nabrała neutralnego wyglądu. 
     - Jesteśmy razem od dwóch lat. Kiedy twoi rodzice zostali zamordowani, zamieszkałaś ze mną - jego głos posmutniał. - Mamy kilku współlokatorów, których poznasz niebawem. - Zamilkł na chwilę, by po chwili dodać: - Chyba tyle informacji na pierwszy dzień ci wystarczy.
*end of flashback*
   
     Od tego dnia nie dowiedziałam się zbyt wiele, bo jak już mówiłam Zayn uważa, że "tak jest lepiej".
 
     Dzisiaj mija ponad tydzień odkąd się obudziłam, a ja nadal czuję się obco i nieswojo. Zayn mnie jako jedyny zrozumiał - pomaga mi powoli wszystko sobie przyswoić, dzięki czemu nasz związek kwitnie. Niestety bywają takie momenty, kiedy dociera do mnie, że nie mam rodziny i przeszłości. Zupełnie tak jakbym urodziła się w wieku dziewiętnastu lat bez niczego. Rozumiecie? Teoretycznie pewnie tak, ale praktycznie to wygląda dwa albo, nawet trzy razy gorzej.
     Stanęłam przed lustrem i spojrzałam w swoje niebieskie oczy. Moje krótkie, blond włosy przeczesałam dłonią, ciągnąc za końcówki. Moje wargi były spierzchnięte i drżące.
     Pierwszy raz zobaczyłam siebie kilka godzin po przebudzeniu... Chyba do śmierci nawiedzać mnie będzie ten widok - jasne, prawie białe włosy stojące na wszystkie strony, ciemne worki pod oczami, liczne zadrapania na rękach i siniaki na ciele.
     No, ale czego można się było spodziewać po poważnym wypadku?

Justin's POV:
     - Cholera, cholera, cholera! - warknąłem, kiedy znowu usłyszałem dźwięk poczty głosowej Miley.
     Może ona po prostu ode mnie uciekła? Co jeśli miała wszystkiego dość i od tak wyjechała, a teraz nie daje znaku życia?
     Czyżby te poszukiwania nie miały najmniejszego sensu?
_____________________________________________________
     Tak, wiem - krótko, za co od razu przepraszam, ale w moim brudnopisie rozdział wydawał się dłuższy. :(
 Mam nadzieję, że Was chociaż trochę zaciekawiłam częścią " As long as you love me", bo po ostatnich komentarzach, mogę stwierdzić, że wiele z was ma już głęboko gdzieś losy Jiley, no, ale cóż...

Nowy szablon jest, drugi rozdział już napisany iiii teraz będziemy się widywać częściej *taniec szczęścia*. :*

Dla osób, które jeszcze nie widziały - POJAWIŁ SIĘ JUŻ TRAILER DO ALAYLM! KLIK

Dziękuję, że jesteście. Kocham Was. <3

Do następnego.
xoxo

Szablon w całości wykonany przez Violent na zlecenie highlyabovesky na bloga "As long as you love me".