niedziela, 23 marca 2014

BELIEBERS, ZAPRASZAM!

Oto mój nowy pomysł, nowy blog.
Coś wyjątkowego i zupełnie nowego! :)
"Ona wyjeżdża, by zdobyć ukochanego, on - musi coś załatwić. Spotykają się. Raz to przypadek, ale już dwa razy to przeznaczenie... prawda? Czy Kate uda się na nowo rozkochać Jamesa? A może Justin nieumyślnie zmieni cały bieg wydarzeń?
Dowiecie się tego już niebawem, czytając "Jesteś częścią mnie..."
ZAPRASZAM http://you-part-of-me.blogspot.com/ klik klik 

sobota, 28 grudnia 2013

ZAWIESZAM - PRZEPRASZAM.

To nie jest kolejny rozdział.
Chciałabym wszystkich bardzo przeprosić.
Zawaliłam.
Sądziłam, że nie będę musiała, ale...
Kiedy zaczęłam was tracić, zaczęłam też tracić wenę.
Dziś już nie widzę sensu dalszego pisania ALAYLM.
Wybaczcie mi.
Jestem najgorsza. 
Jestem suką.
Jestem nic niewarta.
Wszyscy mają mnie w dupie.
Wiem to.
Mam nadzieję, że kiedyś tutaj wrócę.
Będę za wami tęsknić.
Przepraszam misie, naprawdę mi przykro.

Jeżeli jeszcze ktoś nie zrozumiał, tak dla jasności napiszę - ZAWIESZAM TEGO BLOGA DO ODWOŁANIA


PS. SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

VII. Now it's only you and I.

Justin's POV:
     Kiedy trzymałem jej drobne ciało w swoich objęciach, poczułem ukłucie w sercu. Nie mogłem znieść tego, że to wszystko to tylko i wyłącznie moja wina.
     - Kocham cię - powtarzałem w kółko, mając nadzieję, że to osłabi jej płacz. Po kilku głębszych oddechach jej zagubione oczy odnalazły moje. Mimo, że miała potargane i wilgotne włosy wyglądała wspaniale. Jak zwykle zresztą.
     - Chcesz iść do pokoju? - Szepnąłem, nie spuszczając z niej wzroku. Tęskniłem za nią tak cholernie mocno. Nie odezwała się, ale wcale się jej nie dziwiłem. Po chwili pomogłem jej wstać i objąłem jej trzęsącą się talię ramieniem.
     - Nie płacz już, kochanie - szepnąłem i delikatnie pocałowałem jej włosy. Nie odpowiedziała mi, ale swój płacz ściszyła do minimum. - Mam dla ciebie niespodziankę, wiesz? - Uśmiechnąłem się sam do siebie.
     - Hmmm? - szepnęła swoim zachrypniętym głosem.
     - Zobaczysz - zaśmiałem się cicho. Już więcej się nie odzywaliśmy. Dotarliśmy po kilku minutach pod drzwi sali.
     - Pamiętaj, to co kochaliśmy bez względu na wszystko, pozostaje w naszych sercach - powiedziałem cicho, wprost do jej ucha. - A teraz zamknij oczy. - Zrobiła to o co ją prosiłem, dzięki czemu bez przeszkód mogłem delikatnie położyć na jej powiekach dłoń. Otworzyłem pokój. Ashley siedząca do tej pory na jednym z  foteli, zerwała się bez namysłu na nogi. Uciszyłem ją jednym ruchem ręki. Wyciągnąłem kciuk w górę, by przekazać jej, że wszystko już w porządku.
     - Byliśmy z tobą, a teraz jesteśmy tutaj dla ciebie - znów odezwałem się do Miley. - Pomyślałem, że przyda ci się spotkanie ze swoją najlepszą przyjaciółką - mówiąc to powoli odsuwałem rękę sprzed oczu dziewczyny. - Przywitaj się z Ash - nie mogłem powstrzymać radości, wyczuwalnej w moim głosie. - Już możesz otworzyć oczy - zaśmiałem się cicho i objąłem ją od tyłu, dla potwierdzenia moich słów.
     - Mil, kochanie - usłyszałem zduszony głos Ashley. W jej oczach pojawiły się łzy. - Jak ja za tobą tęskniłam - dziewczyna nie potrafiła powstrzymać płaczu. Podbiegła do blondynki i wzięła ją w swoje objęcia. Nie wiedziałem co bardziej mnie zabolało - to, że dziewczyny się tak dawno nie widziały czy to, że Miley nadal nic nie pamiętała, wnioskując po jej beznamiętnej minie.
     - Nawet nie wiesz przez co wszyscy przeszliśmy. Justin szukał cię w każdym stanie, a ty jakbyś zapadła się pod ziemię. Dobrze, że w końcu mamy cię przy sobie - szepnęła szatynka.
     - Ash, daj jej chwilę, ona powinna leżeć w łóżku - warknąłem. Bałem się co może powiedzieć dotychczas milcząca blondynka. Miley po chwili leżała już w białej pościeli.
     Szatynka przez cały czas nie spuszczała przyjaciółki z oczu. Miałem nadzieję, że w końcu zobaczy to co i ja zauważyłem. Widziałem jak jej łzy znów przybierają na sile. W końcu się odezwała.
     - Czy ty mnie w ogóle pamiętasz? - Ashley złapała dłoń Mil.
     - Przepraszam, ale.. ja... nie - jęknęła blondynka, chowając swoją zaróżowioną twarz w dłoniach.
     - Nie przejmuj się, to całkiem normalne. Za dużo ostatnio przeszłaś - starałem się je obie uspokoić. Słowa Mil zraniły Ashley.
     - Naprawdę zupełnie nic? - szepnęła Ash.
     - Jedyne co pamiętam to... Justin. Nic więcej - wyznała blondynka, a kiedy tylko to usłyszałem, miałem ochotę skakać. Nie zapomniała o mnie. Ona nadal mnie pamiętała!
     - Oh... Justin, możemy porozmawiać? - Zwróciła się do mnie szatynka.
     - Ee... Jasne, że tak? - Odpowiedziałem, chociaż zabrzmiało to bardziej jak pytanie. - Zaraz wracamy - rzuciłem, zanim wyszedłem przed pokój.
     - To nie ma sensu. Bynajmniej teraz.
     - Że co? - spytałem, nie bardzo rozumiejąc o co jej chodzi.
     - Tylko ciebie pamięta, więc tylko TY potrafisz jej pomóc. Musisz spędzać z nią jak najwięcej czasu, a wtedy może sobie wszystko przypomni. To jest najlepsze wyjście - stwierdziła Ashley.
     - Przepraszam cię za nią. Nie sądziłem, że... - szepnąłem, lecz mi przerwała.
     - Mogliśmy się tego spodziewać i to wcale nie jest twoja wina. Zostawię was samych tak będzie najlepiej.
     - Nie pożegnasz się z nią? - Spytałem zdziwiony.
     - Oczywiście, że tak, ale coś mi się wydaję, że będzie to trochę krępujące - zaśmiała się lekko i już po chwili znowu byliśmy przy Miley.
     - Ja już muszę iść, kochana. Zostawiam cię z Justin'em - Powiedziała brunetka i schyliła się, by delikatnie objąć przyjaciółkę. Z jednej strony cieszyłem się, że znów będę miał okazję z nią spędzić czas sam na sam, a z drugiej wiedziałem, że będziemy musieli porozmawiać na temat tego co działo się z nią zanim przyszedłem. Nagle moje dłonie stały się cholernie ciekawe, a wzrok z nich oderwałem dopiero kiedy usłyszałem zamykane drzwi. Wziąłem głęboki oddech i ruszyłem w stronę fotela. Usiadłem i spojrzałem na dziewczynę. Spotkałem jej zagubiony wzrok. W końcu nabrałem odwagi i zacząłem:
     - Wszystko okej?
     - Oczywiście, że tak! - Krzyknęła, a ja aż podskoczyłem. Mimo swojego stanu, jej głos nadal był donośny. - Kilkanaście godzin temu zginęła osoba, która podawała mi amfetaminę i wmawiała mi, że jest moim chłopakiem, po czym okazuje się, że byłeś nim ty! Na dodatek przed chwilą poznałam dziewczynę, która była moją przyjaciółką, ale czuję się jakbym widziała ją po raz pierwszy raz w życiu. Dzisiaj rano znowu mi się śniłeś. W śnie po raz kolejny wyznałeś mi miłość. Czuję się taka zagubiona. Nie wiem komu mam wierzyć. Nie mam nawet bladego pojęcia kim jestem! - Ryknęła, a z jej oczu popłynęły łzy. Salą zawładnął jej spazmatyczny krzyk. - Czemu to wszystko musi być tak popieprzone? - Ostatnie zdanie wydusiła z siebie ledwo słyszalnie. Poczułem ciarki na całym ciele. Bez namysłu zabrałem jedno krzesło i przysunąłem się do łóżka.
     - Shhh. Wszystko jest okej. Jestem tutaj i pamiętaj, że nigdy cię nie zostawię. Pomogę ci - ująłem jej dłoń i zacząłem delikatnie głaskać knykcie. - Już lepiej? - Spytałem i musnąłem wargami wierzch jej delikatnej dłoni.
     - Chyba tak - usłyszałem, a ku mojej uldze jej szeptu nie towarzyszyło już łkanie. Spojrzałem w jej zaczerwienione oczy.
     - Mam pytanie - szepnąłem, nie odrywając od niej wzroku. Po kilku sekundach ujrzałem jak lekko przytakuje. - Mogłabyś powiedzieć mi co dokładnie ci się śniło? No wiesz... Co dokładnie ja mówiłem czy robiłem. - W końcu wydusiłem z siebie.
     - Wiedziałam, że się o to zapytasz. Siedzieliśmy w samochodzie. Prowadziłeś. Nie pamiętam wszystkiego dokładnie, bo wszystko było takie zamazane i jakby przyciemnione. Przepraszałeś mnie i mówiłeś o tym, że przeraża cię myśl, że mogłabym odejść. Mimo, że ten sen wydawał się realistyczny, a bynajmniej twój głos to jednak czułam się jakbym utknęła pomiędzy światami. Z jednej strony cholernie mi się chciało spać, a z drugiej skupiałam się na twoich słowach. No i...
     - I co? - Spytałem jakby z przyzwyczajenia.
     - Powiedziałeś, że mnie kochasz - odpowiedziała tak cicho, że prawie jej nie usłyszałem. Była taka niewinna i zagubiona. Uśmiechnąłem się.
     - Przecież to oczywiste - odpowiedziałem. - I mam nadzieję, że o tym wiesz - szepnąłem i wstałem.
     - Ja po prostu tego nie pamiętam. To jest takie dziwne. Wręcz mylące - spojrzała na mnie wyczekująco, a ja w tamtej chwili już wiedziałem co mam robić. Myślałem nad tym, ale nie byłem pewny tego pomysłu, aż do teraz.
     - Miley, po prostu mi zaufaj. Wiem, że jest ci ciężko. Jesteś w trudnej sytuacji, ale ja, Ashley - miałem wtedy wspomnieć o Nathan'ie, ale dzięki Bogu przypomniało mi się, że ona go jeszcze nie poznała - jesteśmy tu dla ciebie. Pytaj, a uzyskasz odpowiedź. Obiecuję ci, że wszystko sobie przypomnisz - stwierdziłem krzepiąco i zanim pomyślałem nad tym co robię, po prostu się schyliłem i musnąłem jej pulchne wargi. Nie odsunęła się. Ku mojemu zaskoczeniu ułożyła swoją małą dłoń na moim karku i przycisnęła mnie do siebie. Oderwałem się od jej smacznych warg dopiero kiedy zabrakło nam obojgu tchu.
     - Mam dla ciebie niespodziankę - powiedziałem w jej usta, nadal się nad nią nachylając. Uśmiechnęła się.
     - Tylko muszę porozmawiać z lekarzem, zaraz wrócę - szepnąłem i wybiegłem w pośpiechu z sali. Musiałem jej pomóc. Ona potrzebowała wspomnień. To było jedyne wyjście.
     - Panie doktorze, mam sprawę - westchnąłem, kiedy dotarłem na recepcję.
     - Słucham, Justin? - Uśmiechnął się do mnie i położył dłoń na moim ramieniu.
     - Mógłbym zabrać gdzieś dzisiaj Miley? - W końcu opanowałem oddech.
     - Nie jestem pewien czy w jej stanie...
     - Proszę. Trzy godziny i oddaję ją z powrotem. To bardzo ważne - starałem się go przekonać.
     - No cóż, dobrze, ale żeby zdążyła na porę obiadową.
     - Dziękuję! - krzyknąłem i już mnie nie było.
***
Miley's POV:
     - Gotowa? - Spytał i objął moje drżące ramie.
     - Bardziej niż kiedykolwiek - odpowiedziałam. Taka była prawda. Nie wiedziałam gdzie mnie zabiera. Bałam się. Nie. Byłam przerażona, jednak coś w środku podpowiadało mi, że powinnam mu zaufać. W jego objęciach czułam się bezpieczna. On był moją tarczą. - Gdzie jedziemy? - Udało mi się wydusić, kiedy staliśmy przed szpitalem.
     - Niespodzianka - zaśmiał się i otworzył przede mną drzwi do swojego czarnego samochodu.
     - Ughh - jęknęłam z dezaprobatą i usiadłam na miejscu pasażera. Na tworze było zimno. Wiał wiatr, a słońce ukryło się za kłębiastymi chmurami. Otuliłam się szczelniej warstwami zimowego okrycia, w oczekiwaniu aż Justin zajmie miejsce obok.
     - Zniecierpliwiona? - Zagadnął, wkładając kluczyki do stacyjki i odpalając silnik. Już po chwili wjechaliśmy na ruchliwą ulicę.
     - Trochę? - Brzmiało to jak pytanie, ale nie przejmowałam się tym.  Wtedy zależało mi na czymś innym. Dużo pytań, dużo odpowiedzi. - Mówiłeś, że mogę pytać o przeszłość, tak?
     - Jasne - na moment oderwał wzrok z drogi i utkwił go we mnie.
     - Chciałam wiedzieć jak to wszystko się zaczęło.
     - Wszystko? To znaczy? - Spytał zdezorientowany.
     - No z nami. Jeżeli byliśmy ze sobą to chciałabym coś na ten temat wiedzieć - szepnęłam i zaczęłam miętosić w dłoniach rękaw swetra, wystający spod płaszczyka.
     - Cóż. Przeprowadziłem się pod koniec wakacji do Nowego Jorku. Mimo tego, że nie musiałem, chciałem wrócić do szkoły. Do końca życia będę dziękować za to Bogu, bo tam się poznaliśmy. Na pierwsze zajęcia spóźniłem się, a do klasy wpadłem zasapany. Po chwili ujrzałem ciebie. Byłaś.. To znaczy jesteś nadal olśniewająco piękna. Wtedy miałaś długie, brązowe włosy, a w twoich niebieskich oczach chciałem utonąć. Poprosiłem cię o numer, a potem poszło jak z górki - na to wspomnienie zaśmiał się perliście i potarł moje kolano dłonią. - Mimo całego zamieszania, udało mi się zdobyć twoje serce. I mam nadzieję, że bez względu na to co zdarzyło się potem, nadal coś do mnie czujesz - ściszył swój głos, który w tamtym momencie wydawał się drżeć. Poczułam ukłucie w podbrzuszu. Czułam, że mówi szczerze. Nagle przez moją głowę przemknęła myśl: Tak, kochasz go. Jednak mimo wszelkich chęci nie powiedziałam tego na głos. Nie wiedziałam co czuję.
     - Miałam długie, brązowe włosy? - Spytałam zaskoczona, mając nadzieję, że zmiana tematu poprawi nam humor.
     - Tak, a twoja teraźniejsza fryzura to pewnie robota Zayn'a i jego ekipy. Zresztą to moja wina. Jednak mimo wszystko, shawty pamiętaj - jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką kiedykolwiek widziałem. - Poczułam rozpływające się na twarzy gorąco. Niech on przestanie być taki czarujący! Nie odpowiedziałam, a on martwiąc się tym, że mnie wystraszył, spojrzał na mnie badawczo. - Wszystko okej? - Szepnął i musnął palcami moje jeszcze rozgrzane lico.
     - Ale czegoś nie rozumiem. Czemu Zayn to wszystko zrobił? Mówiłeś, że to gang, prawda? - Przypomniała mi się nasza emocjonalna rozmowa, na której wspomnienie poczułam ciarki i kolejny uścisk w podbrzuszu.
     - Tak, ale o tym wolałbym nie rozmawiać dzisiaj. Musimy zacząć od początku - powiedział i nagle zahamował. - Jesteśmy na miejscu. - Stwierdził. Niespodziewanie schylił się w moją stronę i musnął wargami moje czoło. - Chodź, piękna.
     Wyszedł z pojazdu i okrążył go, by otworzyć mi drzwi. Po chwili stałam już na zmarzniętej ziemi. Czułam się jakbyśmy utknęli w próżni. Tylko ja i on. Razem. Ohhh.
     - Idziemy - objął moją talię i ruszył w stronę lasu. Po chwili stanęliśmy przed ścianą ułożoną z poszarzałych i ledwo trzymających się liści. Justin zgrabnie podniósł jedną z gałęzi. Krajobraz, który został odsłonięty ściął mnie z nóg. Poczułam jak serce utkwiło mi w gardle, a oddech na chwilę ucichł. Stałam u progu pięknej łąki, którą teraz ozdabiała kołdra poszarzałej trawy, a w kilkunastu miejscach można było spostrzec skupiska liści w jesiennych kolorach. Od oliwkowej zieleni, przez zgniłą żółć, aż po krwistą czerwień. Wydawało mi się jakbym już tu kiedyś była. Przynajmniej w podobnym miejscu.
     - Nie mieliśmy okazji jechać, aż do Nowego Jorku, ale mam nadzieję, że to będzie dobrą kopią, tego co chciałem ci pokazać - objął mnie mocniej od tyłu i wziął kolejny głęboki wdech. - Na podobną polanę zabrałem cię podczas naszej pierwszej randki - wyszeptał, wprost do mojego ucha.
     - Ja... Justin, Boże. Ja to pamiętam.
__________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
 Rozdział pojawić się miał już wczoraj, ale przez zakończenie #BelieveTour nie byłam w stanie napisać czegokolwiek. Dawno tak nie płakałam. No cóż. Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. Ku mojemu zaskoczeniu i pewnie waszej uciesze wróciła mi wena i pomysły. Wiem już mniej więcej co będzie działo się w kolejnych dwóch czy trzech chapter'ach. ♥
Także do zobaczenia niebawem! ;)

Chciałam Wam podziękować za wszystkie komentarze 
i te 51 tysięcy wyświetleń. 
Dziękuję, że jesteście ze mną.
Kocham Was. 

PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY

wtorek, 26 listopada 2013

VI. I love you, Miley.

Miley's POV:
     Odkąd cię pierwszy raz zobaczyłem... - jego głos drżał. - Wiedziałem, że nie jesteś zwykłą dziewczyną. Masz w sobie to coś. Jesteś wyjątkowa, a zarazem taka zwyczajna. Kochająca, miła, romantyczna, szczera, a w dodatku ten twój uśmiech i te głębokie oczy. Kiedy cię poznałem zacząłem się zastanawiać czy aby na pewno zasłużyłem na takiego kogoś jak ty. Bałem się, że cię stracę. Przerażała mnie myśl, że zranię cię tak, że już nie będziesz chciała mnie znać. Przez swoją głupotę sam do tego doprowadziłem. Kiedy zobaczyłem Zayn'a oszalałem. Nie mogłem znieść myśli, że on cię dotyka tak jak ja, że mówi ci to co ja bym ci chciał powiedzieć - w moim brzuchu latała chmara motyli. - A teraz? Chciałbym za wszystko przeprosić. Zrozumiem, jeżeli nie będziesz chciała mnie widzieć. Jestem świadomy tego, że możesz mi nie dać kolejnej szansy, ale Miley zrozum, że bez ciebie to nie to samo. Kocham cię tak cholernie mocno. Nie potrafiłbym bez ciebie znieść choćby jednego dnia. Pewnie brzmię jak ci faceci w oklepanych romansidłach, ale mówię szczerze i będę ci to powtarzał, aż mi przebaczysz. Kocham cię, Miley.
Kocham cię, Miley.
Kocham cię.
Kocham.
Miley, kocham cię.
     Zachrypnięty głos dźwięczał w mojej głowie, kiedy zerwałam się z łóżka. To znowu on. Nie daje mi spokoju nawet we śnie. Widziałam te cholernie brązowe oczy. Wszędzie gdzieś są. To powoli przerażające - czułam się jakby on tu przez cały czas był. Czy to co mówił Justin to prawda?
     Spojrzałam za okno. Na horyzoncie pojawiały się promyki światła, które oznaczały jedno -świt. Wszystkie części ciała mnie bolały, więc postanowiłam nie ruszać się z łóżka.
     - Co ja mam teraz zrobić? - zaczęłam myśleć na głos. - Czy Zayn naprawdę byłby zdolny mnie podtruwać? A ten cały Bieber? Mogę mu zaufać? - westchnęłam, mając nadzieję, że dzięki temu znajdę odpowiedzi na wszystkie moje pytania. - A co z moją przeszłością? To wszystko było kłamstwem? Mam mętlik w głowie - obróciłam się na bok, by móc podziwiać wschód słońca. Jednak piękny widok za oknem nie potrafił wybić mi z głowy snu. Słowa Justin'a powtarzały się niczym mantra, od której nie potrafiłam uciec. Kocham cię, Miley. Moja nocna wizja wydawała się taka realistyczna, a na jej wspomnienie cierpły mi kończyny.
      - Czy to możliwe, że on naprawdę coś do mnie czuje? - Szepnęłam do siebie, odrywając wzrok od okna. - Przecież on zabił Zayn'a... Mojego Zayn'a - kiedy wypowiedziałam te słowa po mojej twarzy zaczęły płynąć słone łzy. Zayn'a, który podawał ci amfetaminę - słyszę chrapliwy głos w głowie.
     - To niemożliwe - warknęłam.
     Nagle do pomieszczenia wpadła pielęgniarka.
     - Przepraszam bardzo. Sądziłam, że śpisz - powiedziała ze współczuciem, posyłając mi ciepły uśmiech.
     - Nic nie szkodzi i tak muszę się iść umyć - odpowiedziałam grzecznie. Usiadłam chwiejnie, zwieszając nogi z łóżka. Nabrałam trochę powietrza w płuca i postawiłam swoją gołą stopę na zimnej posadzce. Kobieta w białym uniformie krzątała się przy kroplówce. Kiedy poczułam przypływ siły, ze zwątpieniem wypisanym na twarzy stanęłam i ruszyłam do łazienki. Z każdym kolejnym krokiem ruszałam się coraz pewniej.
     Toaleta może nie była luksusowa, ale spełniała podstawowe wymogi. Kafelki na ścianach podobnie jak sala były idealnie białe i czyste. Powolnymi ruchami udało mi się zdjąć szpitalną piżamę. Z szafki wyjęłam czysty ręcznik, po czym weszłam pod prysznic. Zręcznie namydliłam swoje ciało kokosowym mydłem, a po chwili stanęłam pod źródłem ciepłej wody, by zmyć z siebie pianę. Co teraz? - rozmyślałam.
     Kiedy wyszłam spod fali gorąca otarłam się ręcznikiem, by znów móc ubrać się w piżamę. W pokoju już nikogo nie było. Ubrałam jeden z uniwersalnych szlafroków, który wisiał przy łóżku. Skierowałam się w stronę drzwi, by udać się na korytarz. Ku mojej uldze spotkałam jedną z pielęgniarek.
     - Dzień dobry - zagadnęłam drobną, starszą szatynkę.
     - Dzień dobry - odpowiedziała. - Pomóc ci w czymś, kochanie? - Spytała.
     - Nie. Znaczy tak... Chciałam się po prostu spytać czy nic nie stoi na przeszkodzie, bym mogła się trochę przejść po szpitalu. Jest wcześnie rano, a cholernie mi się nudzi, rozumie pani - wydusiłam z siebie i zrobiłam najsłodszą minkę na jaką mnie w tamtym momencie było stać.
     - Jeżeli czujesz się już lepiej to nie widzę przeciwwskazań, tylko nie za długo - posłała mi kolejny promienny uśmiech i ruszyła w stronę maszyny do kawy.
     Ruszyłam spokojnym krokiem w prawo. Potrzebowałam chwili dla siebie. Musiałam uciec od tego wszystkiego.

Justin's POV:
     - Myślisz, że to dobry pomysł? - zagadnąłem Ashley, wysiadając z samochodu. Staliśmy właśnie przed szpitalem, w którym leżała Miley.
     - Oczywiście, że tak. Ona nas potrzebuje, Juss - poklepała mnie delikatnie po ramieniu. Starała za wszelką cenę dodać mi otuchy, ale to nie pomagało. - Chodźmy już - wzięła mnie pod rękę i ruszyła w stronę wejścia. W mojej głowie odbywała się wojna - z jednej strony cieszyłem się, że znów zobaczę Miley, jednak mój wewnętrzny głos w kółko powtarzał mi, że jej już nie zależy. Najgorsze było to, że coraz bardziej utwierdzałem się w tych słowach.
     Przekroczyliśmy wspólnie próg budynku, a potem udaliśmy się do windy. Dziewczyna nie spuszczała ze mnie wzroku jakby bała się, że zaraz ucieknę, zemdleję czy coś w ten deseń. Mój oddech robił się coraz szybszy i głębszy. Wreszcie znaleźliśmy się w korytarzu, prowadzącym do sali Miley. Serce biło mi coraz szybciej. Zatrzymałem się przed drzwiami, by trochę ochłonąć. Ashley nie pośpieszała mnie i chwała jej za to. Kiedy w końcu zebrałem się w sobie nacisnąłem klamkę. Nagle wszystkie kolory uleciały z mojej twarzy. Łóżko było zaścielone, a Mil zniknęła.
     - Gdzie ona jest? - spytała się szatynka.
     - Sam chciałbym to wiedzieć - odpowiedziałem i cofnąłem się o krok. Bez zastanowienia ruszyłem do pielęgniarki, która w tamtym momencie piła kawę, siedząc przy automacie.
     - Dzień dobry, nie wie może pani gdzie jest dziewczyna z pokoju 125? Taka drobna blondynka, krótko ścięta? - spytałem pośpiesznie, a moje wnętrzności zaczęły się skręcać.
     - Chyba poszła się przejść po szpitalu, bo wcześniej pytała się mnie o pozwolenie - odpowiedziała i znów upiła łyk napoju.
     - Jezu, dziękuję - powiedziałem i spojrzałem na Ashley. Była tak samo przerażona jak ja.
     - Idź do jej pokoju, bo w każdej chwili może wrócić. Poszukam jej - nie czekałem na odpowiedź. Pobiegłem w prawo, zaglądając do każdego ciemnego zakątka.

Miley's POV:
     - Czy to wszystko musi być takie popaprane? - szepnęłam do siebie, pomiędzy napadami płaczu.
Podczas spaceru znalazłam miejsce pod schodami, gdzie nikt nie mógł mnie zobaczyć i mam nadzieję usłyszeć. Kiedy do mojej głowy wróciły wspomnienia ostatnich dni, zadrżałam.
Siedziałam tam już od kilkunastu minut, a drżenie ciała nie ustępowało. Sen, który przyśnił mi się w nocy był jak jakaś zapadka. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego tak się stało, ale na samo wspomnienie oczu Justin'a czułam w środku dziwny uścisk. Chyba nawet za nim tęskniłam. 
     Płacz nasilił się. Wsparłam się mocniej o ścianę za mną.
     - Co ty ze mną zrobiłeś, Justin? - uderzyłam dłonią o podłogę. Czułam się bezsilna i zagubiona. Nie potrafiłam odróżnić własnych uczuć. Utonęłam we własnym świecie. Wszystko dookoła zniknęło. Znowu te brązowe tęczówki i anielski uśmiech. Chciałam uciec, ale to nic nie dawało.
     Poczułam nagle uścisk na ramieniu. Nie miałam sił, by spojrzeć nieznajomemu w twarz. Silne ramiona przycisnęły mnie do męskiej klatki piersiowej.
Ten zapach.
Cholernie znajomy.
Wreszcie uspokoiłam oddech i rozchyliłam delikatnie oczy. Utonęłam. Po raz kolejny zgubiłam się w karmelowych tęczówkach.
     - Kocham cię, Miley - usłyszałam. W tamtym momencie nie miałam pojęcia czy te słowa naprawdę wypłynęły z ust chłopaka, czy to tylko kolejny sen...

___________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Obiecałam, więc rozdział pojawił się szybciej. :D Mam nadzieję, że stopniowo powrócimy do jakiegoś stabilnego harmonogramu, hahaha. 
Nie wiem co powiedzieć na temat tego rozdziału, ale chyba mi się podoba :D 
Mam dzisiaj wyjątkowo dobry humor, więc przepraszam za taką zjaraną notkę pod rozdziałem, lol xd
PS Czyż oni nie są idealni i słooodcy?!
Jaram się tą przeróbką cały dzień XD



Co dalej? Czy Miley wróci pamięć? Jak zareaguje na to wszystko Justin? Czekam na Wasze opinie! 

Much love,
Wasza @highlyabovesky 
xoxo. 

PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY

poniedziałek, 11 listopada 2013

V. I will love you unconditionally.

Ashley's POV:
 Island Avenue 21. Masz dziesięć minut. 
     Wsiadając do taksówki nie potrafiłam oderwać wzroku od wiadomości nadanej przez Nathan'a. Co chwilę pośpieszałam kierowcę, gdyż czasu ubywało.
     - Nie da się szybciej?! - Warknęłam niecierpliwie.
     - Jesteśmy - odburknął mężczyzna, hamując gwałtownie. Pas bezpieczeństwa niebezpiecznie wpił się w moją klatkę piersiową. Na chwilę zabrakło mi tchu. Mimo niedogodności wiedziałam, że muszę się pośpieszyć. Niechlujnie podałam staruszkowi dziesięć dolarów i wybiegłam z samochodu.
     Kiedy moje stopy znalazły się na asfalcie poczułam krople deszczu na twarzy. Zawładnęły mną dreszcze. Rozejrzałam się dookoła, by sprecyzować położenie chłopaków. Na opustoszałej drodze nic nie przykuło zbytnio mojej uwagi, lecz gdy ruszyłam wzdłuż alei poczułam jak robi mi się słabo.
 Samochód.
 Ogień.
 Dym.
 Justin.
 Nathan.
 Wypadek.
     - W co wy się wpakowaliście?! - krzyknęłam bezsilna. Bałam się, że mogło im się coś stać. Każdy kolejny krok zbliżał mnie do nich, a kiedy spojrzałam za kierownicę zmasakrowanego samochodu nie wierzyłam własnym oczom. Leżał tam zakrwawiony Zayn. Z odległości kilku metrów wiedziałam, że nie jest z nim za ciekawie.
     - W końcu jesteś - usłyszałam Nath'a.
     - Co tu się stało? - Wyszeptałam stając za nim. Głos mi drżał, a kiedy otworzyłam oczy zauważyłam coś, a raczej kogoś. Moje wnętrzności nieprzyjemnie się przewróciły. - Miley? - Rozpadało się na dobre, przez co moje łzy mieszały się z kroplami deszczu.
     - Zabieram ją stąd - stwierdził Justin, starając się ją uwolnić.
     - Co.. tu się stało? - Wydukałam.
     - Nathan, zajmijcie się Malik'iem. - Powiedział blondyn, zupełnie jakby mnie nie usłyszał. Udało mu się w końcu wyswobodzić dziewczynę. Widząc w jakim jest stanie zrobiło mi się niedobrze. Jej twarz zdobiła świeża krew, sącząca się z ran na czole. Skąpe ubranie było potargane, a dłoń ułożona pod dziwnym kątem. Zamknęłam oczy, by nie pozwolić reszcie łez wyjść na wierzch. Nagle poczułam silny uścisk ramion dookoła mnie.
     - Ciii, Ash, wszystko będzie dobrze - Nathan gładził moje potargane i wilgotne włosy dłonią, starając się za wszelką cenę mnie pocieszyć.
     - Możesz mi to wytłumaczyć? - Mój głos był stłumiony i drżący, jednak chłopak mnie usłyszał.
     - Opowiem ci wszystko, ale proszę przestań płakać. Jesteś mi teraz potrzebna. Mil cię potrzebuje - po tych słowach odsunął się delikatnie, czekając na mój kolejny atak smutku. Jednak nic takiego się nie zdarzyło. Przetarłam twarz i utkwiłam wzrok w oczach chłopaka.
     - Znaleźliśmy Miley. Justin chciał z nią tylko porozmawiać, ale... Nie potrafił się powstrzymać i ją pocałował. Ja przez cały czas siedziałem w samochodzie. Nie chciałem im przeszkadzać, ale przez to nie wiem o czym dokładnie rozmawiali. Jednak bez przeszkód mogę powiedzieć, że Mil była przerażona. Chciała wracać do klubu, kiedy Zayn z niego niespodziewanie wyszedł. Doszło pomiędzy nim, a Bieber'em do sprzeczki. Oni odjechali, ale Justin nie chciał się poddać, więc zaczął ich ścigać. Malik odrobinę przesadził, przez co doszło do tego - wskazał na rozbity samochód za sobą. - Juss właśnie odwiózł Miley do szpitala. Napisałem do ciebie, bo musimy coś zrobić z Zay'em. Oboje stwierdziliśmy, że nie powinien tego przeżyć.
     W tamtym momencie moje usta uformowały się w idealną literę "o".
     - Chcecie go zabić? - Spytałam, mając nadzieję, że się przesłyszałam.
     - Po tym wszystkim co zrobił należy mu się - chłopak odpowiedział bez zastanowienia. W jego oczach nie ujrzałam ani krzty niepewności.
     - Dobrze. Zróbmy to - odpowiedziałam i chwyciłam mocno jego dłoń.
Justin's POV:
     - Boże, to moja wina - mówiłem sam do siebie, siedząc w szpitalnym korytarzu. Przed chwilą skończyła się operacja Miley. Lekarz kazał mi czekać. Miałem ochotę się rozpłakać. Ja spowodowałem wypadek i to przeze mnie ona musi to teraz znosić. Przecież ja chciałem ją tylko odzyskać...
     Po kilku minutach drzwi z pokoju się otworzyły.
     - Justin dobrze wiesz, że powinienem zgłosić to na policję, jednak ze względu na dług u twoich rodziców tego nie zrobię. Jednak mam do ciebie kilka pytań. Posprzątałeś po wypadku? - Mężczyzna spojrzał na mnie swoim świdrującym wzrokiem.
     - Powiedzmy, że to załatwiłem.
     - To teraz mi wytłumacz co w jej krwi robi amfetamina?
     - Co kurwa?! - Krzyknąłem i poczułem jak złość kumuluje się we mnie. To tak ten gnój wywołał u niej amnezje! Podawali jej pieprzone prochy!
     - Nie sądziłem... To przecież niemożliwe - zacząłem bełkotać bez ładu i składu. - Jak można być tak popierdolonym - emocje wywołały impuls, przez co kopnąłem krzesło. Wylądowało na ziemi.
     - Bieber, opanuj się. Może mi to w końcu wytłumaczysz?
     - Muszę z nią porozmawiać - stwierdziłem. Lekarz nic nie odpowiedział. Westchnął i kiwnął głową. Przepuścił mnie, bym mógł wejść do sali. Na odchodne posłałem mu blady uśmiech.
     W pomieszczeniu panował mrok. Światło sączące się z latarni za oknem przedostawało się subtelnie do środka.
     Leżała tam. Wpatrywała się w martwy punkt na suficie. Nawet nie zareagowała, kiedy podszedłem do łóżka.
     - Miley - szepnąłem, starając się zatrzymać łzy.
     - Nie mów tak do mnie - warknęła, a jej mocny ton wbił mnie w ziemię.
     - Proszę, porozmawiajmy...
     - Nie widzisz co zrobiłeś?! Zabiłeś Zayn'a! Ja musiałam przejść jakąś cholerną operację, a ty masz nadzieję, że jeszcze się do ciebie odezwę?! Wyjdź stąd!
     - Gdybyś wiedziała chociaż część prawdy o Malik'u nie tęskniłabyś tak za nim - wyszeptałem.
     - Kocham go! Rozumiesz?! - Krzyknęła i aż złapała się za brzuch. Ja poczułem jak moje serce rozrywa się na kawałki.
     - Ty co? - spytałem, nie odrywając od niej wzroku. Miałem nadzieję, że się przesłyszałem.
     - Zostaw mnie - wychrypiała, jednak nie przestała trzymać się za brzuch.
     - Miley - pogładziłem ją po ramieniu. Przez jej słowa poczułem uścisk.
     - Jestem Nathalie - strąciła moją dłoń i odwróciła wzrok w stronę okna.
     - Jeżeli nie chcesz mnie widzieć daj mi powiedzieć, chociaż jedną rzecz - Mil czy Nathie, jak wolisz. Przez ostatnie dni byłaś pod wpływem amfetaminy. Pewnie nie byłaś świadoma tego, że Zayn cię podtruwał. Amnezja była spowodowana zaćmieniem mózgu - spojrzałem na nią, bojąc się reakcji. Myślałem, że znowu każe mi wyjść, ale jednak nie. Miała delikatnie uchylone usta. Kiwnęła głową zachęcająco.
     - Koledzy Malik'a to gang. Nie mogę powiedzieć ci za dużo, bo jesteś za słaba. Po prostu mi uwierz. Naprawdę masz na imię Miley i to nie Zay'a kochałaś...
     - On nie... Nie mógł - jej spojrzenie ścięło mnie z nóg. Jej oczy były zaszklone.
     - Ohh, mógł, mógł. Przyjadę do ciebie jutro, bo teraz muszę załatwić kilka spraw - odpowiedziałem, a każde moje sławo przepełnione było jadem. Dziewczyna tylko westchnęła. Uznałem to za zgodę. Obróciłem się na pięcie. Moja ręka trzymała już klamkę, gdy usłyszałem:
     - Kogo ja kochałam? - jej słaby głos wbijał się w moje uszy niczym szpilki. Miałem ochotę ją przytulić, pocałować i pocieszyć, jednak wiedziałem, że to niemożliwe... Nie w tej chwili.
     - Nie jestem pewien czy chcesz wiedzieć - rozchyliłem delikatnie drzwi, gdy usłyszałem za sobą szum.
Obróciłem się bez zastanowienia. Miley siedziała na łóżku i wbijała we mnie swój smutny wzrok.
     - Ciebie, prawda?
     - Mil...
     - Powiedz mi - rozkazała. Dziewczyna ze stresu zagryzła wargę. Nie potrafiłem się powstrzymać. To był impuls. Podszedłem, żeby nie powiedzieć podbiegłem do łóżka i natarłem na jej soczyste wargi. Cholernie za nią tęskniłem. Brakowało mi jej bliskości. Nie potrafiłem zapomnieć tych niebieskich oczu, delikatnych rumieńców na twarzy i tego promiennego uśmiechu. Nie sądziłem, że Miley da mi większy dostęp. Gdybym mógł to pewnie skakałbym ze szczęścia, czując jak jej wargi się delikatnie rozsuwają. Miley jęknęła delikatnie w moje usta. Wiedziałem, że nie może do niczego więcej dojść. Z wielkim żalem po kilku chwilach się od niej odsunąłem.
     - Teraz już wiesz, kogo kochałaś? - Spytałem łagodnie, posyłając jej szelmowski uśmiech. To były moje ostatnie słowa, zanim wyszedłem.

*

     - Załatwiliście go już? - Spytałem w progu swojego hotelowego pokoju, słysząc hałasy w środku.
     - Tak, Malik właśnie sobie gdzieś teraz dryfuje w swoim samochodziku - odpowiedział mi Nathan. Przybiłem z nim "żółwika" i opadłem na łóżko. Spojrzałem na Ashley, która właśnie kierowała się do drzwi.
     - Co wy robicie? - spytałem, widząc jak mój przyjaciel również udaje się do wyjścia.
     - Ty potrzebujesz odpoczynku, a my załatwiliśmy sobie już pokój - odpowiedziała dziewczyna. Spojrzała na mnie i po krótkim zawahaniu szepnęła: - Co z Miley?
     - Wszystko okej. Przechodzi lekkie załamanie nerwowe.
     - Pojadę do niej jutro - stwierdziła.
     - Potrzebuje wsparcia - westchnąłem. - Wiem, że już wam to mówiłem, ale cholernie mi jej brakuje.
     - Niedługo wszystko wróci do normy. - Stwierdził Nath.
     - Nie byłbym tego taki pewny - uderzyłem dłońmi w swoje kolana. Spojrzałem przed siebie i dopiero wtedy spostrzegłem, że ich już nie ma...
_______________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Tak bardzo Was przepraszam! Ostatnio w moim życiu jest coraz gorzej
i nie mam nawet czasu myśleć nad blogiem. Stworzyłam kolejne gówno. Czuję, że Was tracę...
Kolejny rozdział postaram się napisać szybciej.

Wybaczcie.
PS Jak tam wrażenia po gali EMA MTV? Justin zgarnął  dwie statuetki, łuhu! Kiedy Miley Cyrus zaśpiewała "Wrecking ball" miałam ciaaaaaaary!
Cudowni moi. <3

niedziela, 20 października 2013

Proszę, przeczytaj.

TINYCHAT DLA BELIEBERS.
MOŻECIE
TUTAJ ZE MNĄ POROZMAWIAĆ I WGL, FAJNIE JEST. :D

Witam! :)

Nie jest to niestety kolejny rozdział. 

Dodaję ten post w celach statystycznych.
Dzisiaj stuknęło nam 38 tys. wyświetleń i 30 obserwatorów. Trochę osób informuję, więc chciałabym się dowiedzieć jak liczna jest grupa, która czyta moje wypociny. 
Byłabym naprawdę wdzięczna gdyby KAŻDY, bez wyjątku skomentował ten wpis.
Chcę po prostu wiedzieć czy mam dla kogo to dalej ciągnąć. 



Kocham Was, mam nadzieję, że wiecie.. :*

Wasza @highlyabovesky

sobota, 19 października 2013

IV. Hold tight!*

Miley's* POV: 
     Ciemny samochód zaparkował kilka kroków ode mnie, a kiedy kierowca wyłączył światła ujrzałam jego twarz. To był chłopak ze Starbucks'a. Justin. Bez zastanowienia obróciłam się w stronę drzwi z klubu, kiedy to usłyszałam męski głos:
     - Miley! - ta chrypka wywołała dreszcze, rozchodzące się po całym moim ciele. Nie potrafiłam zrobić kroku. Czułam jakby nogi wrosły mi w ziemię, a własna odwaga uleciała ze mnie. Chciałam się odwrócić, gdyż dziwna moc ciągnęła mnie do nieznajomego. Wystarczył jeden obrót. Trzask! Usłyszałam odgłos zamykanych z impetem drzwi samochodowych. Bez zastanowienia ruszyłam szybkim krokiem w stronę wejścia do klubu. Wiedziałam, że ten chłopak nie wróży nic dobrego, a ja nie potrzebowałam większych problemów. Stukot szpilek denerwował mnie z każdą sekundą coraz bardziej. Ręce trzęsły mi się okropnie, a w głowie siedział mi obraz jego brązowych tęczówek. Światło latarni ulicznej raziło moje oczy, a kiedy już musnęłam dłonią klamkę, by wreszcie znaleźć się przy Zayn'ie znów usłyszałam Justin'a.
     - Nathalie! - Tym razem mój instynkt zadział szybko, a mózg nie zdążył się sprzeciwić. Moje nogi wykonały szybki obrót, przez co mogłam bez problemu zobaczyć ciemnego blondyna. Był cały ubrany na czarno: skórzana kurtka, nisko opuszczone spodnie i supry. Głos uwiązł mi w gardle, więc tylko kiwnęłam na niego, by wydusił w końcu to co ma mi do powiedzenia.
     - Możemy porozmawiać? - Spytał się błagalnie, robiąc w moją stronę kilka kroków, przez co odruchowo się cofnęłam i uderzyłam o wejście do budynku.
     - Nie, nie możemy. Nie znam cię, więc się w końcu ode mnie odczep - wydusiłam z siebie. Mój głos drżał. Nie potrafiłam zatrzymać powstającej guli w gardle i słabnących nóg. To była wszystko jego wina - on tak na mnie działał, a ja nie miałam bladego pojęcia dlaczego. Kiedy chciałam się w końcu ruszyć i wrócić na salę, poczułam parę silnych rąk, obejmujących moją talię. Zostałam przyciśnięta przez umięśnione ciało chłopaka. Przytwierdził mnie do twardej powierzchni, a swoje dłonie umieścił po obu stronach mojej głowy. Jeżeli wcześniej się go bałam, to teraz byłam szczerze przerażona.
     - Proszę porozmawiajmy - szepnął wprost w moją szyję, na której składał teraz gorące pocałunki.
     - Nie chcę - wyszeptałam, w nadziei, że się odsunie. Nasza sytuacja coraz bardziej działała na mnie tam, a wiedząc, że do niczego dojść nie może musiałam to zatrzymać.
     - Jesteś pewna, że nie? - powiedział pomiędzy całusami, które teraz pozostawiał na mojej drżącej z podniecenia i przerażenia szczęce. Nie potrafiłam wydusić z siebie słowa, więc tylko delikatnie skinęłam głową. Justin spojrzał na mnie, by po chwili łapczywie wpić się w moje usta. Nie chciałam, uwierzcie nie chciałam tego pocałunku odwzajemnić, ale... Nie dało się. Nie potrafiłam stać jak słup soli, kiedy jego soczyste i pulchne, malinowe wargi ocierały się o moje. Wiedziałam, że robię błąd. Ułożyłam swoje dłonie na jego karku, by być jak najbliżej. Jego język znalazł się w moim gardle, by drażnić podniebienie. Niekontrolowanie jęknęłam, przez co poczułam jak chłopak się uśmiecha. Wiedziałam, że to co robię jest złe. Byłam świadoma, że właśnie zdradzam chłopaka, którego kocham. Musiałam za wszelką cenę to przerwać. Moje sumienie zaczęło się już w mojej głowie odzywać, więc czym prędzej oderwałam się od pysznych ust Justin'a. Moja głowa uderzyła o drzwi, przez co pisnęłam. Chłopak nie odrywał ode mnie wzroku, by w końcu przerwać niekomfortową ciszę.
     - Więc? Porozmawiamy? - Swoją dużą dłonią zaczął pieścić mój policzek.
     - Nie - odpowiedziałam stanowczo i odepchnęłam go jak najdalej potrafiłam. Justin zachwiał się, ledwo utrzymując na nogach. Wymacałam za plecami klamkę i już się obracałam, kiedy poczułam ból. Upadłam zdekoncentrowana na zimny chodnik. Uniosłam głowę, by dowiedzieć się co tak naprawdę miało miejsce. W moim brzuchu od razu wyczułam dziwny skurcz, kiedy natknęłam się na czarne, chłodne ze wściekłości oczy Zayn'a.
     - Czy nie wyraziłem się jasno, kiedy mówiłem, że masz ją zostawić w spokoju?! - Warknął i przeszedł nade mną, by stanąć oko w oko z ciemnym blondynem. Ku mojemu zdziwieniu Justin nawet się nie przeraził widokiem rozjuszonego bruneta.
     - Nie będziesz ani mi, ani jej rozkazywał - prychnął.
     - Jesteś taki pewny? - Zay pchnął go mocno. Jednak nawet to nie spowodowało zmiany pozycji Justin'a. - Nathalie, idziemy, ale to już! - chłopak złapał moje ramię, by móc mnie podnieść. Szybki ruch spowodował mroczki przed moimi oczyma, a kiedy mój wzrok wrócił do normy zostałam pociągnięta przez Malik'a do samochodu. Bez jakiegokolwiek sprzeciwu usiadłam z przodu. Oddech miałam urywany, a powieki zamykały się i rozchylały jak szalone.
     - Zrobił ci coś? - Usłyszałam, kiedy chłopak usiadł obok.
     - Nie - skłamałam od razu. Nie chciałam go jeszcze bardziej zdenerwować. Spojrzałam w lusterko, by zobaczyć mój makijaż, który totalnie się rozmazał, a włosy stały na wszystkie kierunki. Kiedy choć trochę poprawiłam swój wygląd zobaczyłam jak Justin wsiada szybko do swojego pojazdu. Zayn musiał to również zauważyć, bo bez większych ceriegieli odpalił samochód. Usłyszałam za nami głośny ryk silnika, co oznaczało, że blondyn siedział nam na ogonie.
     - Kurwa mać - warknął brunet, po czym przycisnął pedał gazu i wzmocnił uścisk na kierownicy.
     - Spokojnie - odważyłam się odezwać, ale od razu pożałowałam, kiedy spostrzegłam wściekłość w jego oczach.
     - Jak mam być spokojny, skoro ten idiota zatruwa nam życie?! - Krzyknął, ale jego głos wymieszał się z hałasem po naszej lewej. Ulica była pusta, ozdobiona jedynie blaskiem sączącym się z lamp ulicznych. Warkot należał do samochodu Justin'a, który teraz jechał na równi z naszym.
     - Nawet o tym nie myśl - powiedziałam i położyłam dłoń na ramieniu bruneta.
     - On nie daje mi innego wyboru - chłopak zrzucił moją rękę i przyśpieszył. Zaczęłam się modlić, by ten wyścig skończył się dla nas szczęśliwie. Spojrzałam na ciemne auto, by zobaczyć za kierownicą uśmiechniętego od ucha do ucha Justin'a. Jego karmelowe oczy błyszczały, a ja sama poczułam mrowienie w wargach. Przypomniał mi się nasz pocałunek, przez co od razu kopnęłam się w dupę w myślach.
     - Szybciej, kurwa! - Warknął Zayn i uderzył w tablicę rozdzielczą. Nagle atmosfera w samochodzie z wściekłej, zamieniła się na straszną. Już widziałam oczami wyobraźni co zaraz się stanie. Kierownica wykonała samoistny obrót, a Zay stracił całkowitą kontrolę nad pojazdem. Samochód, z którym się ścigaliśmy zwolnił odrobinę, ale to nie zmieniło kolei wydarzeń. Zacisnęłam mocno powieki, wiedząc że nie ma odwrotu.
Byłam pewna, że zaraz zdarzy się nieszczęście. Poczułam na dłoni uścisk Zayn'a, a po tym usłyszałam tylko:
     - Trzymaj się mocno! - To jednak nic nie dało. Było za późno.
____________________________________
* Hold tight! - w dosłownym tłumaczeniu "Trzymaj się mocno!"
*Miley's POV - wszyscy wiemy, że to Miley, ale w tej części poznajemy ją również jako Nathalie, więc zdarzy mi się czasami nazwać ją tak i tak.
____________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ! 
     Krótki, wiem, ale chciałam go na tym zakończyć, więc nic więcej bym nie dodała.
Nie wiem kiedy dodam kolejny, przepraszam.

Zawaliłam, znów. Jestem suką.

wtorek, 15 października 2013

III. Heartbreaker

Justin's POV:
     - Co.. co wy tutaj robicie? - udało mu się wykrztusić. W progu mojego skromnego pokoju stał Nathan, a przy jego boku Ashley.
     - Nie będziesz w tym wszystkim sam, stary - przyjaciel poklepał mnie po ramieniu. Przetarłem oczy z niedowierzania, a obraz prawie natychmiast się rozmazał. Machinalnie oparłem się o framugę i rozchyliłem delikatnie usta.
     - Justin, jesteś cholernie blady - usłyszałem jakby z oddali głos szatynki.
     - Ciekawe dlaczego? - szepnąłem, próbując odzyskać siły. - Może dlatego, że najważniejsza osoba w moim życiu od tak mnie nie pamięta?! Może dlatego, że nie mogę z nią zamienić słowa, dotknąć czy zamknąć w swoich ramionach? Ta tęsknota mnie zabija, a najgorsza jest świadomość, że nic z tym nie mogę zrobić! - krzyknąłem, nabierając odwagi i uspokajając odruch wymiotny.
     - Koleś, możesz się nie wydzierać? - Spytał Nath i wepchnął mnie do środka. Rzeczy, które trzymał w dłoniach odrzucił na podłogę, ciągle utrzymując na mnie swoje wzburzone spojrzenie. Ashley zdezorientowana i wystraszona bez słowa zatrzasnęła drzwi i wsparła się na ścianie.
     - Wiem, że jesteś wkurwiony. Nie dziwię ci się, ale taki Miley się nie przydasz. Musimy działać, a nie skakać sobie nawzajem do gardeł - warknął, a ja przez chwilę miałem dziwne przeczucie, że zaraz mnie uderzy; wtedy nawet bym się nie zawahał odpłacić mu tym samym.
     - Ona nie wróci - wydusiłem z siebie, stosunkowo cicho. - Nigdy już jej nie zobaczę.
     - Kim jesteś i co zrobiłeś z upartym, odważnym i niepokonanym Bieber'em? - Zaśmiał się ironicznie szatyn. - Dobrze wiesz, że walka jest najważniejsza. Mam nadzieję, że nie zapomniałeś o swojej przeszłości, która nigdy nie była usłana różami - rzucił mi smutne spojrzenie i opadł na fotel, cały czas wpatrując się we mnie. Ani razu nie mrugnął. - To przy Miley zaznałeś szczęścia. Nigdy bym nie pomyślał, że jakaś laska zawróci ci, aż tak w głowie. Będę miał dług wdzięczności wobec Mils, do końca mojego życia, bo to ona przywróciła mi mojego kumpla.
     - To nic nie da. Nie widziałeś jej. Nie słyszałeś. To koniec - mruknąłem i opadłem ciężko na łóżko.
     - Okej, odpuść sobie, najwidoczniej nie zależało ci na niej - powiedziała, całkiem spokojna Ashley, a we mnie zawrzało.
     - Zamknij się - warknąłem, patrząc na nią wrogo. - Dobrze wiecie, że to nie prawda!
     - A jednak! Bo gdyby było inaczej to poruszyłbyś niebo i ziemię, by ją odnaleźć. Ale nie! Ty wolisz siedzieć na dupie, wmawiając sobie, że wszystko jest okej! - Dziewczyna zerwała się i stanęła naprzeciwko mnie z chęcią mordu w oczach. Poczułem ciarki na całym ciele.
     - Ash, spokojnie - Nathan starał się ją uspokoić, ale ja wtedy zrozumiałem. Pojąłem co chciałem zrobić.
     - Nie, Nath, ona ma rację. Nie mogę.. Nie mogę się poddać... Ona mnie potrzebuje. Jeżeli nie ja to nikt jej nie uratuje - głos mi się załamał. Spojrzałem na swoje drżące dłonie, spoczywające na kolanach. Naprawdę chciałem ją zostawić? Odpuścić?
     - Faceci - westchnęła dziewczyna i posłała mi miły uśmiech. Od razu poczułem się lepiej, ale mimo wszystko świadomość tego, że Miley jest tak daleko... Dobijało mnie to.
     - Teraz zabieramy się do roboty! - zawołał ochoczo Nathan.
     - Co? - spytałem, zdezorientowany.
     - Zabieraj ten tyłek, jedziemy na obchód. Musimy od czegoś zacząć, tak? - Zaśmiał się.
     - Chcesz teraz jechać jej szukać? Zwariowałeś - spojrzałem na niego zaskoczony. - Która w ogóle jest godzina? - Rozejrzałem się po pokoju, a mój wzrok zastygł na krajobrazie za oknem. Niebo miało kolor kobaltowy, a miasto przyozdobione było światłami ulicznymi. Gwiazdy zostały zasłonięte szarymi, kłębiastymi chmurami.
     - Dziewiąta. Lepiej nie traćmy czasu - Nathan wstał i złapał się za czoło: - Prawie zapomniałem - krzyknął i zerwał się z miejsca, w stronę swojej torby. W milczeniu obserwowałem jak rozpina suwak. Czułem jak moje serce się zatrzymuje, a głos więźnie w gardle.
     - Skąd to masz? - w końcu udało mi się sklecić jedno zdanie i słowa z trudem wypłynęły z moich ust. Nath trzymał w dłoniach małą, prostą bombę i dwa pistolety - Magnumy 357, kaliber 10. Mimo odległości byłem pewien, że to one. Istne armaty w dłoni.
     - Po drodze odwiedziłem kilka miejsc. Zresztą sam wiesz, że jeżeli chodzi o towar to w tym mieście z tym problemu nie ma.
     - Myślisz, że to bezpieczne? Nie namierzą nas? - szepnąłem i zaraz kopnąłem się mentalnie w dupę. Przecież tu chodzi o życie Miley, a ja się przejmuję głupotami.
     - Nie poznaję cię... Ty naprawdę martwisz się o konsekwencje? Teraz najważniejsza jest Mil, więc idziemy - chłopak poklepał mnie pocieszająco po ramieniu.
     - Tylko, że... Wydaję mi się, że ona będzie szczęśliwsza beze mnie - czułem jak mimowolnie moja szczęka się zaciska ze złości. Wiedziałem, że to była prawda, ale nie chciałem tego do siebie dopuścić.
     - Myślałam, że już to przerobiliśmy! Justin, ona cię potrzebuje - usłyszałem wręcz... zdesperowany (?) głos Ashley.
     - Tak wiem i ty nadal nie rozumiesz, że dla niej ta sytuacja jest bezpieczniejsza. Potrzebuję jej. Kocham ją. Wiem, że wy też, ale nie widzicie, że jeżeli znowu wróci to będzie na celowniku? Pomijając fakt, że nie mamy żadnego planu, by przywrócić jej pamięć! - warknąłem i uderzyłem pięścią w ścianę. Z kostek zaczęła płynąć mi krew, ale miałem to gdzieś. Złość we mnie buzowała. - Zayn ją kocha, ona najwyraźniej czuje do niego to samo, po co mamy się wpieprzać?
     - Bo to nie fair! - Krzyknęła Ashl, która w jednej chwili znalazła się obok i uderzyła mnie w piszczel. Zaskomlałem z bólu.
     - Co? To, że chcę by żyła szczęśliwie?!
     - Nie. To, że nie dajesz jej możliwości wyboru! -Tym razem odezwał się Nathan.
     - Ona już wybrała. Nie byliście tam, nie widzieliście!
     - Justin, ona cię kocha - wiem to, bo jestem jej przyjaciółką. Jestem również pewna tego, że ona nad swoimi czynami nie panuje. Pewnie coś jej wstrzykują! - Krzyknęła, a jej twarz zrobiła się cała czerwona z frustracji.
     - Stary, nie wiesz czy oni jej nie wykorzystują do strasznych rzeczy. Nie wiesz jak ją traktują. Im nie można ufać. - Nath zrobił przerwę by wziąć głęboki oddech. - Nie po to spieprzyłem ze szpitala i nie po to przylecieliśmy najszybciej jak się dało, żebyś ty teraz dawał za wygraną. To Crips - oni są do wszystkiego zdolni, a ty od tak chcesz powierzyć im osobę, na której ci zależy? Zastanów się, chłopie. - Oni mają rację. Bez słowa zabrałem mu z dłoni pistolet i zgarnąłem z fotela skórzaną kurtkę, którą szybko założyłem.
     - Ty zostajesz - usłyszałem za plecami głos przyjaciela.
     - Nie ma mowy, ona jest dla mnie jak siostra! Jadę z wami! - oburzyła się Ashley. Wiedziałem, że musi jej cholernie zależeć, ale nie możemy jej narażać.
     - On ma rację, Ash. Musisz być bezpieczna. W razie czego dzwoń - potarłem dłonią jej drżące ramię. Dziewczyna westchnęła z bezradności. Wiedziała, że jej nie puścimy, więc już nie nalegała.
     - Co zrobisz kiedy ją znajdziecie? - szepnęła po chwili ciszy, która zapadła w pokoju.Widziałem jej zaszklone oczy. Czułem, że stara się powstrzymać za wszelką cenę wybuch płaczu.
     - Nie martw się. Wróci do nas, nawet szybciej niż myślisz - wiedząc, że moje słowa są prawdziwe, na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech. - Obiecuję - na te słowa otworzyłem z rozmachem drzwi i wyszedłem na ciemny korytarz, słysząc za sobą stłumione kroki Nath'a.
***

Miley's POV:
     - Gotowa? - Usłyszałam głos Zayn'a, który był przyciśnięty do mnie. Staliśmy w kolejce przed wejściem do klubu.
     - Jak nigdy. - Odpowiedziałam zgodnie z prawdą. W końcu przedostaliśmy się do środka, a do moich uszu dotarła głośna muzyka. Kiedy po chwili odzyskałam orientację w terenie złapałam dłoń chłopaka i skierowałam się do barku. Potrzebowałam alkoholu. Dużo alkoholu.
     - Wyglądasz seksownie - Zayn mruknął mi do ucha, usadawiając mnie na swoich kolanach. Szczerze powiedziawszy wiedziałam, że ma rację. Miałam na sobie przylegającą do ciała czarną sukienkę, która ledwo zakrywała mój tyłek, a jej góra trzymała się dzięki kołnierzowi. Paznokcie natomiast pomalowałam na krwisty czerwony. Chciałam się dzisiaj zabawić. Ten wieczór należał do mnie.
     - Po proszę dwa mocne - krzyknęłam do barmana, który zawadiacko się uśmiechnął. Wiedząc, że Zayn nie patrzy puściłam nieznajomemu oczko.
     Ręce bruneta błądziły po moim całym ciele. Badał każdy skrawek.  Dosłownie. Jedną dłonią przez cały czas podtrzymywał mnie w okolicach tali, a drugą pieścił odkrytą skórę. Zaczęłam się wiercić, by znaleźć wygodniejszą pozycję, kiedy nagle usłyszałam jęk Zay'a. Natychmiastowo poczułam jego wzwód, który wbijał się w moje odsłonięte udo.
     - Coś nie tak? - Droczyłam się z nim.
     - Nie rób tak - powiedział między całusami, które składał na moim ramieniu.
     - Jak? - Spytałam i po raz kolejny przesunęłam się.
     - Właśnie tak - warknął i obrócił mnie niespodziewanie. Zachwiałam się, a kiedy spostrzegłam w jakiej pozycji się znajduję, moje oczy prawie wyleciały z orbit. Nie wiem jak to możliwe, ale teraz siedziałam przodem do niego. Zayn składał miękkie pocałunku na moim dekolcie.
     - Drinki dla was - usłyszałam głos barmana i bez zwrócenia na niego najmniejszej uwagi, zgarnęłam z blatu szklankę wypełnioną kolorową cieczą. Odsunęłam się na moment i wlałam alkohol do gardła. Czułam jak mój przełyk płonie, ale tak szybko jak pieczenie się pojawiło, równie szybko zniknęło.

***
Justin's POV:
     - To jest bez sensu! - Uderzyłem w kierownicę, kiedy przemierzaliśmy wraz z Nath'em ulice San Diego. Jednak bez rezultatu.
     - Uspokój się, bo będę musiał cię zamienić - odpyskował chłopak. W tamtej chwili miałem ochotę go uderzyć, ale w porę się opanowałem, mając w głowie tylko Miley.
     - Pamiętaj, że to mój samochód - stwierdziłem. Nasza podróż trwała już prawie godzinę, a oprócz pijanych nastolatków i kilku staruszków nie widzieliśmy nikogo.
     - Zostało nam jeszcze kilka dzielnic - starałem się uspokoić, ale wydawało mi się, że moja głowa za moment eksploduje.

Miley's POV:
     - Zaraz wracam, muszę się przewietrzyć - staliśmy z Zayn'em na środku parkietu obściskując się. Przez alkohol w głowie nie martwiłam się nawet o ludzi dookoła. Zapomniałam zupełnie co to wstyd.
     Pocałowałam delikatnie bruneta i odsunęłam się w stronę wyjścia. Na sali panował wielki chaos. Ludzie byli już nieźle wstawieni, a dwie nastolatki urządzały striptiz na barze, ku uciesze starych facetów przy ladzie. Z daleka widziałam ślinę cieknącą z ich ust. Ohyda.Po kilkunastu minutach w końcu przepchałam się do wyjścia. Naparłam ciałem na drzwi, które po chwili rozchyliły się. Zrobiłam kilka kroków i stanęłam na chodniku przed budynkiem.
     Potrzebowałam świeżego powietrza. W klubie zaczęło już nieprzyjemnie pachnieć, a co najgorsze było cholernie duszno. Nabrałam zimnego tlenu w płuca, mając nadzieję, że jutro nie zachoruję. Rozejrzałam się dookoła, a ku mojemu zdziwieniu mogłam stwierdzić, że ulice były puste. Jedyne dźwięki pochodziły z budynku za mną, a co jakiś czas docierał do mnie ryk silników samochodowych.
     Kiedy na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka, stwierdziłam, że powinnam wracać. Obróciłam się na pięcie i po raz ostatni zaciągnęłam się, mając nadzieję, że resztę imprezy jakoś wytrzymam.
     Gdy moja dłoń wylądowała na klamce, po mojej lewej spostrzegłam nadjeżdżające auto. Skierowałam się w tamtą stronę, a moje nogi nagle się pode mną ugięły. Pojazd nabierając coraz to większej prędkości, nieuchronnie zbliżał się w moją stronę. Gdzieś go już widziałam...
________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!

 Mwahahahaha. <3 Wiecie jak ja uwielbiam Was zostawiać w takim momencie, prawda? :*
No więc tak, powinnam zacząć od wyjaśnień - przemyślałam sprawę z zawieszeniem bloga iiiii... tego NIE ZROBIĘ! ♥ Za bardzo Was kocham. <3

Dedykuję ten rozdział kochanej Sandrze, bo bez niej chyba bym się za niego dzisiaj nie zabrała! :*
Jak to powiedziałaś dzisiaj "walić szkołę, rozdział pisz!", hahaha, kocham Cię wariatko. :*

Co dalej? Czekam na Wasze opinie! :)

Przepraszam za wszelkie błędy, które są wynikiem długiej przerwy od pisania. Mam nadzieję, że nie wyszło mi najgorzej. ;)

sobota, 5 października 2013

II. Wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć...

Justin's POV:
     - Co tu robisz, Bieber? - warknął Zayn. 
     - Nie rób z siebie idioty. Przyszedłem odzyskać Miley - odpowiedziałem i przysunąłem się do dziewczyny, która od razu spojrzała na mnie ze zdziwieniem, ale mimo to nie odsunęła się.
     - O ile wiem to Mils nas zostawiła. I ciebie i mnie, nawet Ashley nic nie powiedziała, tylko po prostu uciekła. Nie możesz o niej zapomnieć i dać wszystkim spokój? - Zapytał, a jego głos spowodował na moim karku ciarki - był taki spokojny, opanowany. 
     - Kogo ty chcesz oszukać? Nie wiem co zrobiliście, ale jestem pewny, że to jest Miley! - prawie krzyknąłem, przyciskając drżące ciało dziewczyny do swojego. Wiedziałem, że mogę napędzić jej niezłego strachu, ale to było najlepsze wyjście w tej sytuacji.

*Czytaj z muzyką: http://www.youtube.com/watch?v=wOIBJbAIpn4 *

     - Bieber, odpierdol się ok? - Krzyknął brunet, a ja bez żadnego ostrzeżenia rzuciłem się na jego przemądrzały ryj. Nie potrafiłem się zatrzymać. Szczerze, to nawet nie chciałem. Wiedziałem, że należy mu się to za wszystkie krzywdy, które wyrządził Mils.
     - Mówiłem ci już, że ze mną się nie zadziera! - warknąłem pomiędzy ciosami. Z impetem wywróciłem najbliższy stolik, zwracając uwagę wszystkich w lokalu. - Gadaj co jej zrobiłeś?! - przydusiłem go, a jego twarz nagle zrobiła się sina.
     - Puść go, dupku! - poczułem delikatne dłonie na plecach. Nie mogłem uwierzyć, że Mil broni tego idioty. Dopiero po chwili przypomniało mi się, że pewnie nie wie co dokładnie się dzieje.
     - Sły... słyszaaaałeś ją - wydusił z siebie Zay, kiedy mój uścisk zelżał.
     - Ty mały gnoju! - wymierzyłem siarczysty cios na jego twarzy. Usłyszałem ciche chrupnięcie, które wskazywało na złamanie nosa. Z pękniętej wargi zaczęła spływać mu krew, a oko zaczęło ciemnieć.
     - Proszę panów o wyjście, bo jeżeli nie to wezwę policję - usłyszałem stanowczy głos tuż za mną. By zobaczyć, kto przerywa nam tak "wesoły" moment, obróciłem głowę. Przez mój moment nieuwagi Zayn skorzystał z okazji i podniósł się, ledwo utrzymując na nogach. Zdezorientowany rozejrzałem się dookoła, by zobaczyć, że wszyscy skupiali na nas uwagę. Po chwili złapałem kontakt wzrokowy z Miley i wtedy poczułem te motylki. Wiedziałem, że to ona. Mimo, że nie miała swoich długich brązowych włosów to nadal widziałem w niej tą, w której się zakochałem. Jej niebieskie oczy nadal błyszczały, choć teraz już trochę słabiej. Posłałem jej blady uśmiech i od razu pożałowałem. Sądziłem, że nie poniosłem żadnych obrażeń w tej bójce, a jednak twarz piekła mnie niemiłosiernie.
     - Naprawdę sądziłeś, że po tym wszystkim co przeszedłem z Mil od tak po prostu o niej zapomnę? A może to głupia przykrywka? Może Nath miał rację i naprawdę to wszystko ukartowałeś, w ramach zemsty. Sięgając moją pamięcią w tył jakoś sobie ciebie nie przypominam w Los Angeles...
     - Nie przypominasz, bo nie było mnie wtedy. Jestem synem szefa, głupcze. Kiedy zniknąłeś ojciec rozkazał mi cię szukać, no i się udało. Miley mi w tym cholernie pomogła, ale cóż ja teraz mogę zrobić kiedy jej nie ma? Zraniłeś ją, wiesz? Musiała być nieźle zdesperowana, by zwrócić się do mnie. Chciała po prostu być kochaną, ale taki idiota jak ty, pewnie tego nie zrozumiał i dlatego jej teraz z nami nie ma. Tyle szumu, wokół jednej małej dziwki. Znajdziesz sobie inne Justin, wierzę w ciebie. A teraz pozwól, że zajmę się Nathalie, którą już nieźle wystraszyłeś - powiedział, podtrzymując się krzesła. Nie mogłem zaprzeczyć - jego słowa raniły mnie od środka, jak niewidzialne kolce.
     - Ona nigdy by mnie nie opuściła - szepnąłem, a mój głos nabrał dziwnej chrypki.
     - Najwidoczniej nie dobrze się na niej poznałeś.
     - Kocham ją, rozumiesz? Ona mnie też, więc nie mogła od tak zniknąć. Oddaj mi ją. Zniknę, nie narażę się wam już nigdy, ale po prostu zwróć mi Miley lub jak wolisz Nathalie.
     - Czy ty się słyszysz?! - ku mojemu zdziwieniu krzyk wydobył się z gardła blondynki, która trzęsła się, a w jej oczach widać było strach.
     - Kochanie, nie pozwól mu się omotać. To nie jest tak jak ci się wydaję - spojrzałem na nią i jakby odruchowo zrobiłem w jej stronę kilka kroków. - To ja. Justin. Naprawdę nie pamiętasz? Nie pamiętasz ile razy potarzałem ci, że cię kocham? Zapomniałaś o tym jak bardzo mi na tobie zależy? Czyżby moja mała Mil zniknęła? Nie. To niemożliwe. Wiem, że musisz gdzieś tam być, może i głęboko, ale nadal czujesz w sercu... To co kiedyś - szepnąłem, zbliżając się do niej tak, że mogłem poczuć jej urywany oddech.
     - Zostaw ją - usłyszałem za sobą, wściekły głos bruneta, ale nie zwracałem na niego zbytniej uwagi. Czułem jakby wszystko dookoła się zatrzymało. Jakby nagle wszyscy zniknęli, a na świecie zostałem ja i ona. W końcu mogłem poczuć jej bliskość, zapach i zobaczyć tą piękną twarz. Magia, normalnie magia.
     - Jeżeli chcesz, bym to przerwał, wystarczy się odsunąć - szepnąłem tak cicho, by tylko Miley mogła mnie usłyszeć. Stykaliśmy się nosami, a nasze usta dzieliło kilka milimetrów. Nie oddaliła się, tylko zamknęła oczy. To był znak, bym nie przestawał, więc bez większych ceregieli natarłem na nią. Jej miękkie wargi uległy moim i już po chwili miałem dostęp do jej podniebienia. Było tak jak za każdym razem - cudownie, idealnie i perfekcyjnie. Teraz nie miałem żadnych wątpliwości, że to ona.
     - Odpierdol się od niej! - poczułem jak ktoś ciągnie mnie za koszulkę. No tak, wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć.
     - Odzyskam ją czy chcesz czy nie, a ty będziesz się smażył w piekle, jak z tobą skończę - powiedziałem przez zęby. Posłałem dziewczynie mały uśmiech, a jej policzki spłonęły rumieńcem. Wydawało mi się, że odkąd się od niej "oderwałem" ta wstrzymuje oddech, ale to mogła być tylko moja wyobraźnia.
Ruszyłem w stronę drzwi, a kiedy stanąłem przed nimi obróciłem się i krzyknąłem:
     - Do zobaczenia, mała! - czułem na sobie przez cały czas palący wzrok klientów, ale miałem to gdzieś. Znalazłem ją. Teraz pozostaje mi tylko ją odzyskać.

Miley's POV:
     - Co to kurwa było?! - krzyknął Zayn, kiedy "wytargał" (tak, dosłownie mnie wytargał) na parking przy Starburcks.
     - Może ty mi to wytłumaczysz? - Po pocałunku nie potrafiłam wydusić z siebie, ani słówka, a teraz poczułam nadmierną odwagę...
     - Wybacz, Nathi, ale to nie ja całowałem się z tym idiotą, tylko ty!
     - Skąd go znasz? - pytanie wydostało się z moich ust, zanim pomyślałam co mówię.
     - Nie twój interes - burknął, zaciskając pięści. Spojrzałam na jego pokiereszowaną twarz, na której widniał grymas złości.
     - Kim jest Miley? - to pytanie akurat zadałam z pełną świadomością.
     - Nikim ważnym, to przeszłość, ok?
     - Jeżeli to nieistotne, to czemu akurat jego pamiętam? Co wcześniej łączyło mnie z Justin'em? - spytałam ciekawa, a zarazem zdenerwowana. Bałam się kolejnego wybuchu złości ze strony bruneta, ale chciałam się czegokolwiek dowiedzieć.
     - Przestań zadawać pytania, lepiej wsiadaj - nakazał, po czym otworzył mi drzwi.
     - Nie.
     - Co znaczy "nie"?
     - Nie wsiądę, póki nie dowiem się dlaczego ten Bieber myślał, że jestem jakąś Miley. - Stwierdziłam stanowczo.
     - Dowiesz się niebawem, obiecuję - posłał mi blady uśmiech. Wtedy zobaczyłam bliżej ślady walki, a w środku zrobiło mi się nieprzyjemnie. On to wszystko zrobił dla mnie, a ja stawiam mu jakieś warunki.
     - Musimy coś z tym zrobić - wskazałam palcem jego pokiereszowaną twarz i już bez słowa zajęłam miejsce w samochodzie. Przejechałam dłonią po ciepłej wardze. Nadal czułam smak chłopaka z kawiarni. Przez cały czas widziałam te głębokie, karmelowe oczy. Jego zapach był taki znajomy... Te włosy, usta, twarz - byłam pewna, że już go gdzieś wcześniej widziałam. To przeczucie sprawiało, że moja wizja była jeszcze bardziej wiarygodna. Czyżby naprawdę coś mnie kiedyś z nim łączyło?

Justin's POV:
     - Ashley, odbierz no! - warknąłem do telefonu, kiedy zatrzymałem samochód na parkingu przed jakimś małym barem.
     - Justin? - usłyszałem w końcu głos po drugiej stronie, ale to nie była dziewczyna. Odebrał Nathan.
     - Nath, ekstra, że w końcu cię słyszę, ale teraz mam sprawę do Ash, mógłbyś oddać jej telefon? - spytałem, starając się nie wybuchnąć.
     - Nie ma jej w pobliżu, gadaj co jest? - Zapytał, a w jego tonie usłyszałem nutkę ciekawości.
     - Znalazłem ją. Do tej pory nie potrafię uwierzyć, że wcześniej nie pomyślałem, gdzie mogą ją przetrzymywać!
     - Masz ją? Jezu, jakie to szczęście.
     - W tym problem, że nie - odpowiedziałem jeszcze bardziej zdenerwowany.
     - Jak to, nie?
     - Nath, oni... Ci gnoje pozbawili jej pamięci! Znalazłem ją z Malik'iem w San Diego. Nic nie pamięta. - Po drugiej stronie nie było słychać nic, oprócz ciężkiego oddechu chłopaka.
     - Kurwa - warknął w końcu. - Co teraz?
     - Zostaję tu. Zatrzymam się w hotelu na przedmieściach. Muszę ją odzyskać, choćbym miał umrzeć. Ona musi poznać prawdę.
     - Podziwiam cię, stary - usłyszałem jego komentarz i szybko wcisnąłem czerwoną słuchawkę. Z moich oczu popłynęły mimowolnie krople słonych łez. Zrobię dla niej wszystko. 

Miley's POV:
     - Nadal jesteś na mnie zły? - Spytałam, kiedy weszliśmy oboje do pustego domu. Chłopak nie odpowiedział, więc ciągnęłam dalej. - Zayn to nie jest tak, że ja chciałam go pocałować, tylko po prostu...
     - Po prostu co?! - krzyknął i wbił we mnie swoje złowrogie spojrzenie.
     - Chcę wiedzieć więcej. Muszę chociaż trochę dowiedzieć się o tym co było... Kiedy zobaczyłam Bieber'a, wiedziałam, że to moja szansa. Przepraszam, cholernie mi przykro - powiedziałam z udawaną skruchą. W takich momentach zastanawiałam się kto nauczył mnie tak dobrze kłamać. Przepraszam go za to, że nie chce mi powiedzieć o mojej przeszłości - szczyt idiotyzmu, co?
     - Nie będę się więcej złościć, jeżeli zgodzisz się gdzieś dzisiaj ze mną wybrać - spojrzałam na niego. Na jego twarzy malował się zawadiacki uśmiech.
     - Przecież mieliśmy spędzić dzisiejszy wieczór sami, w domu - utkwiłam w nim pytające spojrzenie.
     - No tak, ale pomyślałem, że może się wybierzemy na imprezę? Nie możesz przecież ciągle siedzieć w domu.
     - Ale...
     - Nie ma żadnego, ale. Musisz się w końcu wyrwać - powiedział i podszedł do mnie. Po chwili zawahania objął mnie w tali i przyciągnął mocno do siebie.
     - Dobrze, pójdziemy - szepnęłam wprost do jego ucha i natarłam na jego wargi. Kiedy nasze usta ocierały się o siebie zobaczyłam przez zamknięte oczy, Justin'a. On lepiej całował...

Justin's POV:
     - Poproszę o jednoosobowy pokój - powiedziałem miło do recepcjonistki w hotelu. Wiedziałem, że zatrzymam się w San Diego na dłużej, więc musiałem mieć gdzie spać. Starsza, zmęczona już kobieta podała mi kluczyki. Z torbą na ramieniu ruszyłem w stronę schodów. Po głowie ciągle chodziły mi słowa Miley: "Człowieku, nie znam cię. Zostaw mnie w spokoju!". 
Kiedy otworzyłem drzwi, moim oczom ukazał się skromny i schludny pokój. Bez zastanowienia odrzuciłem bagaż na fotel, a sam położyłem się z impetem na łóżko. Chciałem na chwilę zapomnieć. Chciałem uciec od natłoku zdarzeń, które miały miejsce. Potrzebowałem chwili spokoju.
     Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.

* 7 godzin później *
     Z głębokiego snu wyrwały mnie grzmoty. Usiadłem zaspany na łóżku, rozcierając jeszcze zamknięte oczy. Sądziłem, że na dworze jest burza, ale po chwili zrozumiałem, że ktoś dobija się do mojego pokoju. Zerwałem się na równe nogi. Spojrzałem za okno. Było ciemno. Aż tak długo spałem? Rozkojarzony i zaspany podszedłem do drzwi, które wyglądały jakby miały zaraz wylecieć z zawiasów. Otworzyłem je i poczułem jak mój podbródek obija się o podłogę. Byłem w szoku.
_____________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ.
 Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale ostatnio mam dużo na głowie. Nawet nie wiem kiedy dodam trójkę... :(

Chyba zawieszę tego bloga, bo to powoli robi się bez sensu...

I tak wiem, jestem bezużyteczną suką.

Much love,
xoxo
Wasza @highlyabovesky

niedziela, 29 września 2013

I. To oni się znają?

Zayn's POV:
     - Kochanie, zostaw nas samych - spojrzałem na dziewczynę, która ku mojej uldze wyszła bez słowa. 
     - Czemu stary, ty się jeszcze za nią nie zabrałeś? Ja to bym już dawno ją bzyknął - zwrócił się do mnie Adrian.
     - Zamknij się - warknąłem. - Proszki nie będą jeszcze długo działać. Trzeba będzie pogadać z szefem - spojrzałem na Brian'a. - Macie w ogóle jakiś pomysł na nią?
     - Nie możemy z niej po prostu skorzystać, a potem zabić? - Zarechotał czarnoskóry.
     - Jesteś moim kumplem, ale czasami mam ochotę wyrwać ci jaja - burknąłem. - Dla twojej wiadomości -nie możemy. Dziwka musi na razie żyć, by zemsta na Justin'ie się udała. Tylko, że ten idiota nie wie gdzie ma szukać. Ostatnio widziałem go w Stramford, kiedy musiałem zabrać kilka rzeczy dla Margaret. Chłopak naprawdę zapomniał o tym czego się u nas nauczył.
     - Więc co teraz? - szepnął Marcus.
     - Nie wiem. - Utkwiłem wzrok w krajobrazie za oknem.

Justin's POV:
     - To nie ma sensu - mówiłem sam do siebie, opierając się o maskę samochodu. Nagle usłyszałem dzwonek telefonu. Pośpiesznie wyszarpałem komórkę z kieszeni.
     - Czego? - warknąłem bez patrzenia na ekran.
     - Obudził się. Nathan się ocknął - wypaliła Ashley. Blady uśmiech mimowolnie rozprzestrzenił się na mojej twarzy.
     - Wracam.
     - Nie możesz - szepnęła.
     - Bo? Miley nas zostawiła, a mój przyjaciel właśnie obudził się ze śpiączki. Gdzie bardziej się przydam?! - krzyknąłem zdenerwowany. Moja złość była niewątpliwie wynikiem bezsilności.
     - Dasz mi dojść do słowa? - zapytała. Nie odezwałem się, więc ciągnęła dalej. - Wiesz kto pobił Nath'a? Oczywiście, że nie. Ja już to wiem. Zayn. W tamten dzień Nathan podsłuchał jego rozmowę. Porwanie Miley było zaplanowane. To wszystko robota Cripers. Marcus miał cię od niej odciągnąć, a resztę już znamy. Jest tylko jeden problem...
     - Nie wiemy gdzie ja zabrali - dokończyłem.
     - Dokładnie - kiedy usłyszałem słowa Ash, bez słowa nacisnąłem czerwoną słuchawkę.
     - Cholera!

Nathalie's POV:
     - Zay! - krzyknęłam, kiedy się odświeżyłam, umalowałam i przebrałam.
     - Tak? - spytał wchodząc do pokoju. Po chwili znalazł się przy mnie i objął mnie od tyłu.
     - Możemy dzisiaj gdzieś wyjść? - Spojrzałam na niego z nadzieją. Chłopak położył swoje dłonie na moich biodrach.
     - Jasne. Masz ochotę na zakupy?
     - Tak - odpowiedziałam szczerze i złączyłam nasze usta. Po chwili język chłopaka znalazł się w moim gardle, drażniąc podniebienie. Uwielbiałam te szalejące motylki w brzuchu i palące policzki. Nie potrafiłam uwierzyć, że zasłużyłam na tak wspaniałego faceta.

Justin's POV:
     Cholera.Cholera. Cholera! Jak mogłem odpuścić? Dlaczego chciałem się poddać?
     Tylko co teraz? Gdzie mogli ją wywieźć? 
     Myśl chłopie, myśl. 

Nathalie's POV: 
     - I jak? - spytałam wychodząc z przymierzalni.
     - Jak zwykle cudownie - odpowiedział Zayn i musnął delikatnie moje wargi.
     - To będzie chyba wszystko - uśmiechnęłam się i podałam stos ubrań chłopakowi.

Justin's POV:
     - Stramford - nie. Los Angeles - za proste. Nowy Jork - zbyt banalny. Gdzie teraz? - zastanawiałem się na głos stojąc na stacji paliw.
     - Potrzebuję pomocy, kurwa! - krzyknąłem, a w gardle poczułem suchość. Kierowała mną złość i adrenalina buzująca w mojej krwi. Musiałem działać, nie miałem dużo czasu.
     - W czym ci pomóc? - spytała się drobna blondynka, której nawet nie zauważyłem. Dziewczyna właśnie zeszła z czarnego motoru, tuż za mną.
     - Nawet Bóg mi nie pomoże, tym bardziej ty - nie skończyłem, gdyż nie znałem jej imienia.
     - Sharon - posłała mi promienny uśmiech.
     - Justin - odpowiedziałem bez zastanowienia.
     - Czego szukasz na przedmieściach San Diego? - spytała.
     - Można by powiedzieć, że szczęścia.
     - Dziewczyna?
     - Bystra jesteś.
     - Zostawiła cię? - zapytała już ciszej.
     - Ona nigdy - powiedziałem szczerze. Dopiero teraz do mnie dotarło, że co by się nie działo, Miley by mnie nie opuściła. A to działało we dwie strony.
     - Więc co się stało?
     - Nieważne... - Nastała pomiędzy nami niewygodna cisza, którą po chwili przerwałem: - A ty? Co tu robisz?
     - Muszę zatankować, bo jadę do przyjaciół w San Diego. No i staram się pomóc, ale to mi chyba nie wychodzi - zaśmiała się cicho, a ja jej zawtórowałem. Mimo, że nie miałem humoru, nie chciałem jej ranić.
     - Nie znam dobrze waszej sytuacji Justin, ale mój kobiecy instynkt podpowiada mi, że ona jest blisko.
     - Tak? Skąd to niby wiesz? - Wypaliłem.
     - Przeczucie - posłała mi kolejny promienny uśmiech, zanim wsiadła na motor i bez słowa odjechała w kierunku  miasta.
     Czyżby Miley naprawdę była blisko? Słowa nieznajomej utkwiły mi w głowie. 
     San Diego, San Diego, San Diego... - Przecież to jest oczywiste! Czemu nie wpadłem na to wcześniej? - kopnąłem kamyk leżący u moich stóp i pośpiesznie wsiadłem do samochodu.

Zayn's POV:
     - Wracamy już? - Dziewczyna spojrzała na mnie. Kiedy chciałem jej odpowiedzieć mój telefon zadzwonił. Spojrzałem na ekran. Czego chce ode mnie Sharon?

" Idź z nią gdzieś jeszcze! "

     Co? Chodzi jej o Miley? Czyżby Justin był w mieście? Jeżeli tak to skąd ona mogłaby o tym wiedzieć skoro była w Los Angeles?
     - Nathalie? Masz może ochotę na kawę w Starbucks? - wymyśliłem na poczekaniu.

***

Nathalie's POV:
     - Mamy jakieś plany na później? - spytałam, opierając głowę o umięśnione ramię chłopaka. Wzięłam mały łyk gorącej, mlecznej kawy.
     - Możemy zrobić co chcesz, jeżeli wiesz o czym mówię - spojrzał na mnie marszcząc brwi w śmieszny sposób.
     - Czyli zostajemy w domu?
     - Tak, mała - uśmiechnął się do mnie i pocałował moje czoło. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami, a obraz zaczął się zmieniać...

*flashback*
     Spostrzegłam, że chłopak już nie spał i cały czas mi się przyglądał.
     - Słodko spałaś, mała - znów utopiłam się w jego karmelowych tęczówkach. 
*end of flashback*

     Głośno zaczerpnęłam ciepłego powietrza w kawiarni, które uderzyło w moje płuca, niczym fala wrzątku.
     - Zayn?
     - Coś ci jest? - Spojrzał na mnie zmartwiony, a jego tęczówki natychmiast pociemniały. Dotarło do mnie, że chłopak w wizji to nie on.
     - Znasz może moich byłych? - Odpaliłam.
     - Słucham? Po co ci to teraz wiedzieć?
     - Przed chwilą... Chyba wraca mi pamięć. Widziałam karmelowe oczy. Nie twoje. Złote włosy i pulchne oczy. Kim ON mógł być?
     - Przez ten wypadek masz urojenia. Nie przejmuj się - zadrżał.
     - To nie mogło być urojenie. Widziałam go.
     - Skończ - warknął i ku mojemu zdziwieniu odsunął się. Oparł ramiona o blat stołu przy, którym siedzieliśmy, po czym utkwił wzrok w mojej zdezorientowanej twarzy. - To co było kiedyś nigdy nie wróci. Teraz jesteśmy my i nikt tego nie zmieni, rozumiesz? - Powiedział niskim i zaborczym głosem. Nie odpowiedziałam, tylko delikatnie skinęłam głową. Co to miało znaczyć? Czy on coś przede mną ukrywa? A ten chłopak? Kim był dla mnie?
     Z moich myśli wyrwały mnie dziwne ruchy Zay'a. Zaczął się wiercić i nerwowo "miętosić" skrawek rękawa. Powiodłam za jego zdenerwowanym wzrokiem, ku drzwiom, a wtedy usłyszałam:
     - Idę do toalety - i zanim się obróciłam Zayn'a nie było. Oszalał, czy co? 
     Trzask. 
     Ktoś wszedł nagle do Starbucks'a i przykuł uwagę wszystkich. Chłopak w czarnych suprach i obcisłych rurkach tego samego koloru. Umięśniony tors opinała biała koszulka bez rękawów, która ukazywała wszystkie jego mięśnie. Nieznajomy ściągnął snapback'a, a moim oczom ukazały się złote włosy. Ręce z niewiadomego nawet mi powodu zaczęły się trząść i pocić, a wtedy blondyn zdjął ciemne okulary przeciwsłoneczne i ku mojemu przerażeniu jego oczy spotkały moje. Jego karmelowe tęczówki było widać z odległości kilku metrów, którą dzieliliśmy. To był on. Ten z wizji. Czy teraz Zayn mi uwierzy? Tylko gdzie on jest?! Zaczęłam się rozglądać po lokalu, a kiedy nie zauważyłam nigdzie burzy czarnych włosów stwierdziłam, że nadal musi być w toalecie. Znowu spojrzałam na przybyłego i dotarło do mnie, że jest teraz bliżej mnie. O wiele za blisko. Stał za stołem, przy którym siedziałam. Nikt dookoła tego nie zauważył, bo wszyscy znów skupili się na swoich zamówieniach.
     - Czego chcesz? - Warknęłam bez zastanowienia. Obecność nieznajomego dziwnie na mnie działała, co podwajało moją odwagę.
     - Miley.. W końcu cię znalazłem - szepnął.
     - To chyba pomyłka... Mógłbyś odejść, bo czekam na swojego chłopaka? - Posłałam mu fałszywy uśmiech. Nie chciałam wyjść na niegrzeczną, ale ta sytuacja nie była komfortowa.
     - Co oni z tobą zrobili? - Spojrzał na mnie, a ja w jego karmelowych oczach zobaczyłam nutę troski. W tamtym momencie byłam już pewna, że oczy z wizji należą do niego. Ku mojemu zaskoczeniu usiadł obok mnie, przez cały czas nie odrywając ode mnie wzroku. - Tak długo cię szukałem...
     - Człowieku, nie znam cię. Zostaw mnie w spokoju! - krzyknęłam przyciszonym głosem, tak by nikt nie zwrócił na nas uwagi. Nie chciałam robić szumu z powodu jakiegoś wariata.
     - Jak to mnie nie pamiętasz? Mil, to ja Justin - chłopak pogładził delikatnie moje ramię. Myślałam, że odruchowo się odsunę, ale zamiast tego poczułam przyjemne ciarki na karku.
     - Zostaw mnie - mój głos drżał, ale nie potrafiłam się odsunąć.
     - Powiedz, że mnie nie pamiętasz to odejdę, Miley.
     - Nie znam żadnej cholernej Miley - warknęłam i w końcu nabrałam siły, by się oddalić. Ramię chłopaka mimowolnie opadło do jego boku, a w brązowych tęczówkach zauważyłam strach i zaskoczenie zarazem.
     - Nowy Jork, Ashley, twoje brązowe, długie włosy? Naprawdę nic nie pamiętasz? - spytał na co ja zaprzeczyłam ruchem głowy. W tym momencie do stołu podszedł wściekły Zayn.
     - Co tu robisz, Bieber? - warknął i kopnął w stół. To oni się znają?
_____________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ! 

Rozdział taki nijaki. Średniej długości. Dla niektórych mogą być uciążliwe częste zmiany narracji, ale cóż mogę zrobić? Bez nich jak na razie się nie obejdę, za co z góry przepraszam. :)

Po prologu były małe niejasności, które oczywiście planowałam. Mam nadzieję, że ten rozdział trochę Wam wytłumaczy zaistniałe sytuacje. :)

Co teraz? Czy Miley przypomni sobie Justin'a? Jak zakończy się spotkanie Zayn'a z Bieber'em? Wszystkiego dowiecie się niebawem! :) 

Przepraszam za błędy. 

Much love, xoxo

Wasza @highlyabovesky

poniedziałek, 23 września 2013

Prolog "Memories"

PROSZĘ, ABY TEN ROZDZIAŁ SKOMENTOWAŁ KAŻDY. CHCĘ WIEDZIEĆ ILE JEST OSÓB, KTÓRE CZYTAJĄ. :* 
Z GÓRY DZIĘKUJĘ. :)

Miłego czytania, haha. <3 

Justin's POV:   
     Znacie to uczucie kiedy, w końcu znajdujecie swoje szczęście? Kiedy czujecie, że cały swój świat macie na własność? To nic w porównaniu do tego co czułem. Zdobyłem ją. Zdobyłem jej zaufanie i miłość, a wtedy mogliście mnie nazwać najszczęśliwszym człowiekiem pod Słońcem. A dzisiaj w moim sercu pozostała pustka. Nie czuję nic, prócz tęsknoty i rozpaczy.

*flashback*   
     - Jak to nie wiesz, gdzie jest?! - Ashley zerwała się z fotela, kiedy wszystko jej wyznałem. Miałem jakieś inne wyjście? Nie, bo przecież każdy głupi zauważyłby, że Miley ze mną nie wróciła.
     - Ash, nie proś mnie bym to powtórzył - odpowiedziałem i szarpnąłem za ramię torby, która po chwili wypadła z szafy. 
     - Co.. co ty robisz? - zająknęła się.
     - Myślisz, że będę tu siedział, kiedy ją ktoś porwał? Nigdy w życiu. 
     - A co z Nath'em? Co ze szkołą?
     - Serio? Serio martwisz się liceum? Ty zajmiesz się Nathan'em, a szkołę załatwimy na następny rok. Nie mamy innego wyjścia, już i tak dużo opuściliśmy. 
     - Justin, nie możesz jechać sam...
     - Mną się nie przejmuj. Zadbam o siebie. Masz do mnie dzwonić, gdyby coś się stało, no i poinformuj mnie kiedy Nath się obudzi.
     - Ju.. - chciała coś jeszze powiedzieć, ale jej przerwałem.
     - To moja wina. To ja jej nie pilnowałem. Jeżeli to the Cripers to nawet nie chcę myśleć co jej zrobili. Znajdę ją, muszę. Nie wytrzymam bez niej, rozumiesz? Za bardzo ją kocham.
     Nie odpowiedziała. Wybiegła z pokoju, trzaskając głośno drzwiami.
     - Kurwa! - wrzasnąłem i uderzyłem pięścią w najbliższą ścianę. 
*end of flashback*
     Dzisiaj mijają dwa tygodnie od zniknięcia Miley. A ja nadal nic nie mam. Przejechałem już kilkaset mil - bez rezultatu. Na samą myśl o dziewczynie gula w moim gardle się powiększała, a z oczu płynęły łzy.

A co jeśli ona...?

Nathalie's POV:
     - Kochanie, zostaw nas samych - uśmiechnął się do mnie uroczo Zayn, siedzący z chłopakami w salonie. Potrząsnęłam głową i wbiegłam po schodach do sypialni. Zatrzasnęłam za sobą drzwi, a z moich oczu popłynęły łzy.
*flashback*
     - Kochanie w końcu się obudziłaś! - uśmiechnął się do mnie promiennie nieznajomy, który wisiał nad moim łóżkiem.
     - Gdzie ja jestem? Kim ty jesteś? - ledwo wychrypiałam. Mój głos z każdym słowem słabnął, aż uwiązł w gardle całkowicie.
     - Nic nie pamiętasz? - szepnął  i spojrzał na mnie swoimi piwnymi oczyma. Zaprzeczyłam ruchem głowy.
     - Więc pozwól, że ci wyjaśnię. Jestem Zayn, ty natomiast nazywasz się Nathalie. Kilka dni temu miałaś poważny wypadek, przez który najwyraźniej straciłaś nieodwracalnie pamięć - kiedy wypowiedział ostatnie słowa byłam pewna, że na jego zarośniętej twarzy pojawił się blady uśmiech. Jednak nie mogłam tego sprawdzić, gdyż jego mimika szybko nabrała neutralnego wyglądu. 
     - Jesteśmy razem od dwóch lat. Kiedy twoi rodzice zostali zamordowani, zamieszkałaś ze mną - jego głos posmutniał. - Mamy kilku współlokatorów, których poznasz niebawem. - Zamilkł na chwilę, by po chwili dodać: - Chyba tyle informacji na pierwszy dzień ci wystarczy.
*end of flashback*
   
     Od tego dnia nie dowiedziałam się zbyt wiele, bo jak już mówiłam Zayn uważa, że "tak jest lepiej".
 
     Dzisiaj mija ponad tydzień odkąd się obudziłam, a ja nadal czuję się obco i nieswojo. Zayn mnie jako jedyny zrozumiał - pomaga mi powoli wszystko sobie przyswoić, dzięki czemu nasz związek kwitnie. Niestety bywają takie momenty, kiedy dociera do mnie, że nie mam rodziny i przeszłości. Zupełnie tak jakbym urodziła się w wieku dziewiętnastu lat bez niczego. Rozumiecie? Teoretycznie pewnie tak, ale praktycznie to wygląda dwa albo, nawet trzy razy gorzej.
     Stanęłam przed lustrem i spojrzałam w swoje niebieskie oczy. Moje krótkie, blond włosy przeczesałam dłonią, ciągnąc za końcówki. Moje wargi były spierzchnięte i drżące.
     Pierwszy raz zobaczyłam siebie kilka godzin po przebudzeniu... Chyba do śmierci nawiedzać mnie będzie ten widok - jasne, prawie białe włosy stojące na wszystkie strony, ciemne worki pod oczami, liczne zadrapania na rękach i siniaki na ciele.
     No, ale czego można się było spodziewać po poważnym wypadku?

Justin's POV:
     - Cholera, cholera, cholera! - warknąłem, kiedy znowu usłyszałem dźwięk poczty głosowej Miley.
     Może ona po prostu ode mnie uciekła? Co jeśli miała wszystkiego dość i od tak wyjechała, a teraz nie daje znaku życia?
     Czyżby te poszukiwania nie miały najmniejszego sensu?
_____________________________________________________
     Tak, wiem - krótko, za co od razu przepraszam, ale w moim brudnopisie rozdział wydawał się dłuższy. :(
 Mam nadzieję, że Was chociaż trochę zaciekawiłam częścią " As long as you love me", bo po ostatnich komentarzach, mogę stwierdzić, że wiele z was ma już głęboko gdzieś losy Jiley, no, ale cóż...

Nowy szablon jest, drugi rozdział już napisany iiii teraz będziemy się widywać częściej *taniec szczęścia*. :*

Dla osób, które jeszcze nie widziały - POJAWIŁ SIĘ JUŻ TRAILER DO ALAYLM! KLIK

Dziękuję, że jesteście. Kocham Was. <3

Do następnego.
xoxo

niedziela, 15 września 2013

XXII / epilog

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM, DZIĘKUJĘ.
Miley's POV:
     - Justin, pomocy! - Usłyszałam krzyk Ashley. Oderwałam się od Justina i spojrzałam w jego pociemniałe oczy. Bez słowa wybiegliśmy przed dom. Moja przyjaciółka stała roztrzęsiona i wpatrywała się w podjazd. Podążając za jej wzrokiem zamarłam. Nogi się pode mną ugięły, kiedy spostrzegłam ciało zakrwawionego Nathan'a na bruku. Justin już się nad nim nachylał i starał się go ocucić, ale bez rezultatu.
     Ashley opadła na kolana tuż przed chłopakiem. Jej płacz był coraz głośniejszy, a ja nie wiedziałam jak zareagować. Moje nogi jakby przyrosły do ziemi.
     - Zadzwoń po pogotowie - Justin powiedział stanowczo. Otrząsnęłam się w końcu. Wyjęłam pośpiesznie telefon drżącą dłonią i wykonałam polecenie. Podałam ratownikowi adres i zaistniałą sytuację, której sama nie byłam pewna. Mój głos urywał się co sekundę, a w głowie zaczęło szumieć.
     - Oddycha? - Załkała Ash, zwracając się do blondyna.
     - Tak, ale potrzebuje lekarza, nie mamy za dużo czasu, może mieć jakieś obrażenia wewnętrzne - odpowiedział, a w tym momencie do naszych uszu dostał się dźwięk syreny. Pomogłam wstać przyjaciółce, kiedy przyjechała karetka. Justin nakreślił zdarzenie przybyłym, a potem dwóch mężczyzn przeniosło bezwładne ciało szatyna na nosze i wsunęło je na pokład pojazdu.
     - Mogłabym z panami pojechać? - Zadrżała Ashley.
     - Jest pani z rodziny? - Spytał ciepło jeden z lekarzy.
     - To.. mój chłopak. Proszę - nie wiem czy dziewczyna naprawdę ukrywała przed nami związek z Nath'em, czy po prostu chciała za wszelką cenę z nimi jechać, więc się nie odezwałam.
     - Niech będzie - odpowiedział w końcu. W oczach przemknął błysk. Wsiadła za lekarzem do ambulansu i odjechali, pozostawiając nas na podjeździe samych.
     - Musimy tam jechać - szepnął wprost do mojego ucha Justin. Przez natłok myśli, które przewijały się przez moją głowę nawet nie zwróciłam uwagi na to, kiedy chłopak znalazł się tak blisko mnie.
     - Jasne, tylko zabierzmy zakupy - wskazałam na porozwalane torby. - I dokumenty Nathan'a - on tylko przytaknął i objął moją zdrętwiałą dłoń. Zgarnął z podjazdu reklamówki, po czym weszliśmy do domu. Wyrwałam mu się z uścisku i poszłam na górę się przebrać. Przygotowanie zabrało mi mało, ale cały czas zastanawiałam się kto mógł doprowadzić Nath'a do takiego stanu. Czyżby członek Cripers'ów? No, ale jakim cudem? Siedział pod domem w krzakach i czatował na to, aż któryś z chłopaków będzie sam? Po co? Po cholerę zawracać sobie głowę Nathan'em czy Justin'em? Z drugiej strony kto mógłby skrzywdzić chłopaka? Kto by to nie był, musimy się tego dowiedzieć. Schodząc po schodach spostrzegłam Justin'a, który właśnie zamknął szufladę jednej z szaf. 
     - Nie zamartwiaj się tak. Nath wyzdrowieje, jestem tego pewna. Powinniśmy teraz go wspierać, a nie pocieszysz go, kiedy zobaczy się w takim stanie - powiedziałam stając naprzeciwko niego.
     - Dobrze o tym wiem, ale nie chcę was stracić. Ten ktoś mógł zrobić coś tobie albo Ashley, a tego bym nie zniósł. - Powiedział i spojrzał w moje oczy. Wierzchem dłoni muskał delikatnie mój policzek.
     - Poradzimy sobie, razem. Zobaczysz - skupiając się tylko i wyłącznie na jego zatroskanych tęczówkach, nie spostrzegłam jego nagłej bliskości. Czując jego miętowy oddech na moich spierzchniętych wargach zawładnęły mną dreszcze.
     - Nie potrafię wytrzymać, ani chwili bez ciebie - szepnął wprost na moje usta.
     - Już nie będziesz musiał - odpowiedziałam i złączyłam nas w namiętnym pocałunku. Był on swoją rodzaju obietnicą bycia razem. Na zawsze. Przez kilka tygodniu poznałam człowieka, przez którego musiałam uciekać z własnego mieszkania, a moja przyjaciółka była zastraszana. Mój były wrócił do miasta. To wszystko musiało się zdarzyć, by dotarło do mnie to co naprawdę czuję. Kocham go. Kocham Justina Bieber'a. Nie potrafiłabym żyć bez niego. Tyle nas różni, ale mimo wszystko jesteśmy jak jedność. Mimo wielu kłótni... Roxane, nawet ona już nas nie poróżni.
     Nagle spadło na mnie wspomnienie wczorajszej wizyty w Stramford. On musi się o tym dowiedzieć. Nie chcę mieć przed nim tajemnic. Zresztą może pomógłby mi odnaleźć rodziców...?
     - Kocham cię - szepnął, opierając się czołem o czoło.
     - Ja ciebie też - złożyłam na jego wargach wilgotny pocałunek. - I dlatego musisz o czymś wiedzieć.
     - Miley, mieliśmy jechać do Nath'a. To nie mogłoby zaczekać? - Spojrzał na mnie smutno. Poczułam ukłucie w sercu, mimo tego, że byłam świadoma jego bliskiej więzi z przyjacielem.
     - Pamiętasz mój wczorajszy telefon? - Zawahałam się i nabrałam powietrza w płuca. - Byłam w Stramford nie z byle powodu - "chciałam przed tobą uciec" pomyślałam. - Pochodzę stamtąd. Moi rodzice nadal tam mieszkają. Potrzebowałam wsparcia, rozmowy... Niestety, kiedy tam już dotarłam nikogo nie zastałam. Dom stał pusty. Był wręcz opuszczony. Ani moich rodziców, ani ubrań czy jedzenia. Zupełnie nic.
     - Czekaj. Chcesz mi powiedzieć, że byłaś w Stramford, by odwiedzić rodzinę, a oni jakby rozpłynęli się w powietrzu? To niemożliwe.
     - Przecież widziałam na własne oczy.
     - Zajmiemy się tym, dobrze? - objął moją talię. Przytaknęłam delikatnie głową. Chłopak spojrzał na mnie i zabrał dokumenty przyjaciela.
     - Gotowa? - spytał.
     - Chyba - zająknęłam się.

***

     - Gdzie mogę znaleźć Nathan'a Clark'a? - Justin zapytał pielęgniarki. Tak, byliśmy już w szpitalu. Przez całą drogę jechaliśmy w ciszy. Każdy z nas był pochłonięty przez własne myśli. Nie dostrzegałam świata dookoła. Za dużo się działo, nie potrafiłam skupić się na niczym, więc to blondyn zaprowadził mnie do sali. Bez pukania weszliśmy po cichu do pokoju.
     - Jesteście - usłyszałam cichy i słaby głos przyjaciółki.
     - Co z nim? - spytał Justin. Spojrzałam na nieprzytomnego chłopaka, który leżał na białej, szpitalnej pościeli. Jedno oko miał sine i podpuchnięte, twarz przyozdobioną licznymi zadrapaniami. Jego ręce były podłączone za pomocą kabli do kroplówki.
     - Miał operację, ponieważ wykryli obrażenie wewnętrzne. Wszystko się udało, ma tylko połamane żebro i te ślady. Tylko, że nie wiedzą kiedy się obudzi...
     - Jak to nie wiedzą? - Spojrzałam na nią przerażona. Kilka łez opuściło jej brązowe oczy, by spłynąć po bladej twarzy.
     - Jest w śpiączce.
     - Ash, nie martw się. Szybko z tego wyjdzie, Nath jest silny - Justin zmusił się do bladego uśmiechu, który w rzeczywistości wyglądał jak grymas.
     - Shhh - przytuliłam się do trzęsącej się dziewczyny. Zaczęła płakać.
     - On nie może...
     - Ciii, wszystko będzie dobrze - szepnęłam do jej ucha. W sali nastała cisza, którą po chwili przerwał dźwięk telefonu Justin'a.
     - Przepraszam - rzucił i wyszedł.
     - Miley? - jej głos nadal drżał.
     - Tak, kochanie?
     - Czy wy... jesteście szczęśliwi? - Na te pytanie spojrzałam w jej czekoladowe oczy. Przez moment nie odezwałam się. Musiałam przemyśleć to niespodziewane pytanie. Czy jestem z Justin'em szczęśliwa? Kocham go, to oczywiste, ale czy aby na pewno mogę nazwać to szczęściem? Miałam już coś odpowiedzieć, ale do pokoju wpadł Justin. Jego twarz była bez emocji. Nie mogłam dostrzec tego co w tamtej chwili czuł.
     - Mils, mogłabyś na chwilę? - Wskazał ruchem głowy na korytarz.
     - Ash.. - spojrzałam na przyjaciółkę.
     - Idź, poradzę sobie - odpowiedziała bez zastanowienia.
W milczeniu ruszyłam w stronę drzwi. Po chwili poczułam dłoń chłopaka na tali. Kierował nas w stronę składziku na miotły. Świetnie, jak kiedyś w szkole. Na samo wspomnienie mimowolnie na moją twarz wtargnął uśmiech.
     - Coś się stało? - spytałam, kiedy drzwi zostały zamknięte. Rozejrzałam się  po pomieszczeniu. Światło sączyło się z ledwo działającej żarówki wiszącej pod sufitem. Dookoła walały się wiadra, miotły i środki do czyszczenia.
     - Przez to wszystko co się ostatnio działo, zapomniałem, że Marcus ma dzisiaj urodziny.
     - I co w związku z tym? - Spytałam szczerze zaciekawiona.
     - Zaprosił mnie na imprezę, chciałem zabrać ciebie, ale chyba będziemy musieli sobie odpuścić, nie możemy zostawić Nath'a samego.
     - Marcus? Ten, który ostrzegł nas przed Cripersami w klubie? Musisz tam iść. Jesteś mu to przecież dłużny, gdyby nie on... Nie chcę nawet o tym myśleć.
     - Może i masz rację, ale nie chcę iść sam - zrobił smutną minkę.
     - Pogadam z Ashley, zresztą wydaje mi się, że będzie chciała trochę czasu spędzić sama.
     - Naprawdę? Nie wiem czy powinniśmy... - przerwałam mu pocałunkiem.
     - Przestań się wszystkim martwić, będzie dobrze - wsunęłam dłoń w jego jedwabiście miękkie włosy. - Chodź już - ujęłam jego dłoń i wyszliśmy z ciemnej klitki. Nagle oczy zaczęły mnie piec przez oślepiające światło w korytarzu. Prawie na ślepo skierowaliśmy się do sali, w której leżał Nathan. Ashley siedziała w milczeniu.
     - Ashley? - Szepnęłam.
     - Tak?
     - Musimy dzisiaj na noc wyjść z Justin'em. Wiem, że to nieodpowiednia chwila, ale to naprawdę ważne. Poradzisz sobie? - Spojrzałam na nią pełna nadziei.
     - Jasne. Nic wielkiego. Ja też mam do was prośbę.
     - Tak? - odezwał się pobudzony Justin.
     - Moglibyście mnie teraz zostawić z nim? Potrzebuję z nim "porozmawiać" - kiedy wypowiadała ostatnie słowo zrobiła cudzysłów z palców.
     - Dobrze - odpowiedzieliśmy razem. Wyszliśmy z sali i skierowaliśmy się do windy. Kiedy drzwi zamknęły się z charakterystycznym dźwiękiem Justin nagle się do mnie zbliżył.
     - Co ty ro... - zaczęłam, ale moje słowa zostały pochłonięte przez jego pulchne wargi.
     - Shhh - szepnął. Ujął dłońmi moje biodra, przyciskając do ściany. - Przez te kilka dni, kiedy ty... kiedy my. No, kiedy ze sobą nie przebywaliśmy, a ty widziałaś się z Zayn'em nie potrafiłem się uspokoić. Ciągle byłem zdenerwowany. Potrzebuję cię, cholernie mocno - warknął i natarł na moje wargi. Jego pulchne usta tańczyły z moimi w idealnym tańcu. Nasze języki odnalazły wspólną drogę i połączyły się z towarzyszącym dźwiękiem ssania.
     - Ale ty na mnie działasz - zachichotał Justin, kiedy oderwaliśmy się od siebie i wskazał głową na sporą wypukłość w spodniach.
     - To moja wina? - zawtórowałam mu. Obdarzył mnie swoim uwodzicielskim uśmiechem i już miał mnie znowu pocałować, kiedy winda się otworzyła. Moje policzka płonęły. Dosłownie.

     - Gdzie jedziemy? - spytałam zapinając pasy w samochodzie.
     - Zabieram cię na zakupy.
     - Świetnie - uśmiechnęłam się. Miałam nadzieję, że te chwile spędzone razem chociaż na pewien czas wymażą z naszej pamięci przykre zdarzenia ostatnich dni. Chciałam, żeby znowu było tak jak na początku.

     Po kilkunastu minutach Justin zaparkował samochód przed wielkim centrum handlowym. Blondyn wysiadł pierwszy, obiegł samochód i otworzył przede mną drzwi. Posłałam mu ciepły uśmiech, a on objął mnie w tali. Po chwili usłyszałam dźwięk zakluczanego samochodu. Kilka godzin sam na sam z Justin'em. Tęskniłam za jego bliskością, a teraz miałam go na wyciągnięcie ręki. Albo i palca. Skierowaliśmy się do najbliższego sklepu z odzieżą damską. Już na wystawie znalazłam sukienkę, którą chciałam założyć na dzisiejsze urodziny. Była to zwykła, mała czarna, a do niej dobrałam jeszcze skórzaną kurtkę i biżuterię.
     - Wow - wyrwało się Justin'owi kiedy zobaczył mnie wychodzącą z przymierzalni. - Bierzemy to! - od razu krzyknął, na co po raz kolejny zachichotałam. Nie jesteśmy normalni, prawda? Moi rodzice zniknęli, Nathan został pobity, a my chodzimy po sklepach i szykujemy się na imprezę jakby nigdy nic. Starałam sobie wmówić, że to dla Marcusa, który nas uratował, ale w głębi serca chciałam się po prostu wraz z Justin'em wyrwać od tego wszystkiego.
     - No idź się przebierz, a zaraz poszukamy czegoś dla mnie, moja shawty. - Wyrwał mnie z zamyśleń. Jak mnie nazwał? " Moja shawty"? Fala motylków zalała mnie od środka. Z wielkim uśmiechem na twarzy schowałam się za kotarą i zamieniłam kreację na moje prywatne ubrania. Po wyjściu podałam rzeczy Justin'owi, który od razu podszedł z nimi do kasy. Nie chciałam nawet patrzeć na cenę, bo gdyby okazała się duża, a tak zazwyczaj było, wiedziałam, że moje sumienie kazałoby zapłacić, ale z drugiej strony był cholernie uparty Bieber, który by na to nie pozwolił.

     Odnalazłam w końcu butik z całkiem modnymi męskimi ubraniami, więc zaczęłam przeszukiwać wieszaki, aż znalazłam coś co idealnie pasowało - błękitna, jeansowa kurtka, do tego biały t-shirt, czarne rurki, ciemne supry i złoty, gruby naszyjnik. Podałam wszystko chłopakowi, a kiedy wyszedł moje usta uderzyły o podłogę. Wyglądał niesamowicie.
     - No no - skomentowałam. - Nieźle - uśmiechnęłam się.
     - Tylko tyle? - Spytał rozczarowany.
     - Na razie ci wystarczy tych komplementów. Mamy mało czasu.

***
     - Gotowa? - Spytał, obejmując mnie w pasie, a jego dłoń przez moment wylądowała na moim pośladku, na co zadrżałam.
     - Bardziej chyba nie będę - odpowiedziałam szczerze. Wyszliśmy na chłodny wieczór. Po chwili już znaleźliśmy się w ogrzanym samochodzie. Droga dłużyła się w nieskończoność. Każda kolejna minuta była dla mnie męczarnią. Justin co chwilę na mnie zerkał, a to wcale mi nie pomagało.
     W końcu dotarliśmy na miejsce.  Justin zaparkował samochód na ulicy, znajdującej się tuż przed wielkim domem. Kiedy już wysiadłam, rozejrzałam się i spostrzegłam tłum bawiący się w ogródku.W moim podbrzuszu zagościło stado szalonych motylków. Zaczęłam nerwowo zsuwać obcisłą sukienkę, tak by zakryła jak największą część uda. Po chwili poczułam na swoich ramionach czyjeś dłonie.
     - Wyglądasz wspaniale, nie musisz nic poprawiać - Jusitn wymruczał do mojego ucha, a owady w żołądku jeszcze bardziej dały się we znaki.
     - Chodźmy już - ponagliłam.
     - Poprowadzę cię. Przyjaciele Marcusa mają specjalne miejsce - obdarzył mnie słodkim uśmiechem, który nawet w świetle nocy dało się spostrzec.
     Nie odpowiedziałam, tylko podałam mu swoją dłoń, którą szybko ujął. Bez większych ceregieli weszliśmy do posiadłości. Chłopak podał spotkanym znajomym dłoń, ale przez cały czas zachowywał czujność. Po kilku rozmowach, skierowaliśmy się na okrągłe schody. Sądziłam, że Juss kieruje nas na pierwsze piętro, ale jednak moja intuicja mnie zawiodła. Do moich uszu napływała coraz głośniejsza muzyka i krzyki bawiących się ludzi, a moja głowa starała się za wszelką cenę nie wybuchnąć.
     Tam gdzie miało mieścić się drugie piętro znajdował się parkiet pod gołym niebem. Po prawej stronie "dachu" mieścił się obszerny barek.
     - Może najpierw zatańczymy, hmm? - zaproponował chłopak, widząc moje zainteresowanie wypisane w oczach.
     - Jasne - odpowiedziałam i przecisnęłam nas przez nieźle już wstawiony tłum.
     Obróciłam się twarzą do Justin'a i powiesiłam swoje ręce na jego szyi, zatapiając dłonie w miękkich, jasnych włosach. Mimo słabego światła panującego na parkiecie widziałam urocze iskry migające w jego karmelowych oczach.
     - O czym myślisz? - Spytałam się. Chłopak nachylił się nade mną i zaczął muskać wargami skórę nad moim uchem.
     - O tobie. O nas. O tym wszystkim co ostatnio się stało - odpowiedział pomiędzy pocałunkami.
     - Już ci mówiłam - przerwałam, by zatrzymać jęk, który chciał się wydobyć z moich ust, pod wpływem manipulacji Justin'a. - Żebyś przestał się martwić. Poradzimy sobie - skończyłam z westchnieniem. Chłopak odsunął się ode mnie, by spojrzeć mi w oczy.
     - Nie chcę cię po prostu stracić. Tyle razy już spieprzyłem, że kolejnego razu, bym nie zniósł.
     - Będę przy tobie, obiecuję - nachyliłam się do niego, by złożyć na jego wargach słodki pocałunek, który po chwili przerósł się w coś głębszego. Nasze języki ocierały się o siebie, a wargi napierały coraz mocniej.
     - Ej stary! - Usłyszałam za plecami Justin'a. Przerwaliśmy sobie, by spojrzeć na rozpromienionego Marcus'a. Z tej odległości potrafiłam wyczuć, że nieźle sobie popił, ale kto mu zabroni, w końcu to jego urodziny. Z drugiej strony znowu nam przeszkodził w ważnym momencie - to już trochę denerwujące.
     - Siema - rzucił do niego Justin. - Wszystkiego najlepszego! - Krzyknął, by przebić się przez falę głośnych dźwięków.
     - Muszę ci coś pokazać, chodź na chwilę! - Odkrzyknął mu solenizant.
     - Musisz teraz, koleś? Widzisz, że mam coś innego do roboty - uśmiechnął się, wpatrując się we mnie z pożądaniem. Mały napaleniec, nie ma co.
     - To ważne, chodź na chwilę, nic twojej małej niuni się nie stanie - zaśmiał się na tyle głośno, by mnie przeszły dreszcze. Justin spojrzał na mnie pytająco, na co ja machnęłam ręką, na znak, że może iść.
     - Za chwilę się zjawie, bądź ostrożna, shawty - musnął mój policzek i ruszył przez tłum ze znajomym.
     Nagle poczułam powiew zimnego wiatru, który ogarnął moje ciało. Zakryłam się szczelniej skórzaną kurtką i zaczęłam stukać nerwowo obcasem o podłogę.
     - Miley? - Usłyszałam tuż obok chrapliwy głos. Obróciłam głowę w stronę, z której pochodził i znieruchomiałam. Zayn.
     - Co ty tutaj robisz? - Spojrzałam na niego.
     - Miałem zapytać cię o to samo.
     - Przyjechałam z Justin'em - odpowiedziałam bez namysłu. - Aaa ty?
     - Marcus to mój dobry przyjaciel.
     - Tak? - Odruchowo spojrzałam w tłum, niecierpliwie doszukując się Justin'a.
     - Wiem, że nasze ostatnie spotkanie nie wypadło za dobrze - brunet znalazł się nagle o wiele bliżej, niż wcześniej.
     - Nie za dobrze? Kpisz sobie? Zostawiłeś mnie i zniknąłeś, bez słowa wyjaśnienia! - Krzyknęłam.
     - Oh, Miley, wtedy nie miałem czasu nic ci wyjaśniać, uwierz mi to naprawdę było pilne. Możemy teraz wszystko nadrobić - położył swoją dłoń na moim odkrytym obojczyku.
     - Nie. - Warknęłam i zrzuciłam jego rękę.
     - Nie daj się prosić. Daj mi się chociaż wytłumaczyć - skupił na mnie wzrok. W sumie co mi szkodzi? Przecież Justin i tak teraz jest z Marcus'em, a ja przyszłam się tu wyluzować.
     - Ok - powiedziałam i potrząsnęłam energicznie głową. Entuzjastycznie złapał moją dłoń i poprowadził na dół po schodach.
     - Staram się znaleźć ciche miejsce - wytłumaczył, obracając się do mnie przez ramię. Zatrzymał się przez moment na pierwszym piętrze, a po chwili skręcił w jeden z korytarzy.

Justin's POV: 
     - Stary, wiem, że to twoje urodziny, ale jesteś pijany jak bela. Po co mi pokazujesz nowy barek? Cholera, idę do Miley, kretynie! - Krzyknąłem do niego, a on tylko zaśmiał się nerwowo. Obróciłem się i ruszyłem w kierunku miejsca, gdzie zostawiłem dziewczynę. Nie było jej tam, a na schodach zauważyłem znikające włosy; zupełnie jak jej. Pomknąłem w tamtą stronę, starając się jak najszybciej do niej dotrzeć, ale kiedy zbiegłem po schodach na pierwsze piętro nigdzie jej nie było, więc skierowałem się niżej. Dość długo zajęło mi przejście przez tłum pijanych imprezowiczów i po żmudnych poszukiwaniach mogłem stwierdzić jedno - nie było jej.

Miley's POV: 
     Zayn przepuścił mnie w drzwiach, kiedy usłyszałam na schodach czyjeś kroki. Nie miałam szansy odwrócić się w tamtą stronę, gdyż poczułam szmatkę przytwierdzoną do moich ust. Dziwny zapach rozprzestrzenił się w moich nozdrzach, a mi zrobiło się dziwnie słabo. Zanim mogłam zareagować, moje oczy zamknęły się.

No one's POV:
     Justin jeszcze raz przeszukał tłumy, zajrzał do każdego pokoju, ale mimo starań nie odnalazł szatynki. Poczuł nagle dziwne ściśnięcie w sercu. Nie ma jej. Przepadła. "To nie możliwe" - pomyślał, a jego głos w głowie odpowiedział, a jednak prawdziwe. Zgubiłeś ją Justin. Twoja shawty przepadła. 

___________________________________________________________

1. Jak już zauważyliście był to ostatni rozdział " Make me your shawty ". Epilog skończył się dość nieszczęśliwie i tajemniczo, aleeeee mam też dobre wieści! :) Druga część powinna pojawić się wkrótce.. SOON, ahaha. :D Ogólnie to teraz zajmuje się sprawami organizacyjnymi - tzn. promocją drugiej części, szablonem i wgl. :D
2. Mam nadzieję, że pierwszy rozdział drugiej części pojawi się jak najszybciej, ale przewiduję tydzień, tudzież półtorej, pożyjemy zobaczymy. :D
3. Kolejna część nazywać się będzie " As long as you love me "
4. Do ALAYLM został już stworzony trailer klik, mam nadzieję, że się spodoba. <3
5. Rzecz najważniejsza - proszę o to, by każdy kto przeczytał MMYS zostawił tu po sobie szczerą opinię o tym rozdziale, jak i o całości. Mam nadzieję, że mogę na Was liczyć, bo coraz bardziej czuję, że Was tracę. :c

Także do następnego! xoxo

Wasza @highlyabovesky
Szablon w całości wykonany przez Violent na zlecenie highlyabovesky na bloga "As long as you love me".